piątek, 4 lipca 2014

Rozdział 1-Zmierzch jutra

12. Egzamin: Finał

Konohamaru Sarutobi vs. Black Heart

Z każdym następnym krokiem skierowanym ku arenie niepokoił mnie głos z niej dochodzący. Szczerze mówiąc, zakładałem dwa scenariusze. Pierwszy z nich to ogromny, wręcz ogłuszający hałas dobiegający z miejsca do którego właśnie zmierzałem. Mógłby on być spowodowany niezadowoleniem z powodu przerwania przez Hokage egzaminów, co jednocześnie oznaczało odwołanie walki finałowej. A to przez Saia. Drugi natomiast zakładał absolutną ciszę i skupienie w oczekiwaniu na werdykt Hokage, który prawdopodobnie miał dopiero zapaść. Jednak żadne z moich przewidywań nie miało odzwierciedlenia w rzeczywistości. W istocie, ze środka stadionu dobiegał dźwięk, jednak nie był on tak głośny jak zakładałem w pierwszym z moich dwóch scenariuszy. Jeśli mógłbym go określić jakimś adekwatnym do sytuacji słowem to nazwałbym te szmery... oczekiwaniem. Tak, najprawdopodobniej ludzie zgromadzeni na widowni rozmawiali miedzy sobą w zniecierpliwieniu, a jako że na arenie znajdowało się mnóstwo osób, hałas ten był bardzo wyraźny. Pytanie jakie sobie zadawałem brzmiało; co to oznacza? Gdy czegoś nie wiesz, nawet jeżeli jesteś Shinobi, nawet jeśli jesteś cholernie dobrym Shinobi jest prosty sposób w jaki można rozwiać wszelkie wątpliwości. Zapytać kogoś. Dlatego właśnie tuż przed drzwiami za którymi rozpościerała się arena gdzie my wszyscy walczyliśmy by zdobyć uznanie w oczach osób silniejszych i bardziej doświadczonych od nas skręciłem w lewo, po czym wszedłem po schodach, chcąc zapytać o co właściwie chodzi kogoś z przyszywanej mi drużyny 7.
-Dobra, jestem już na odpowiednim piętrze, Sakura powinna być w okolicy- przystanąłem na chwilę kucając, po czym przyłożyłem rękę do podłoża by wyczuć jej chakrę, dokładnie tak jak nauczył mnie ten przeklęty Yami- niby prawa ręka Shawna, a miał tak bardzo przepraszający wyraz twarzy gdy pełen żądzy zemsty z uśmiechem na ustach szedłem w jego stronę w oczywistym celu. Nawet teraz kąciki moich ust unoszą się w górę gdy przypominam sobie tę scenę.-Nie ma sensu dłużej tego rozpamiętywać, pora pogadać z Sakurą. Z łatwością ją wyczułem i teraz szedłem wprost do niej, nie przejmując się zbytnio komentarzami otaczających mnie ludzi. Czy mi się wydawało, czy narzekali, że nie ma mnie jeszcze na arenie?
-Hej Sakura! O co chodzi? Czy nie powinien być już rozgrywany następny pojedynek? -coś dziwnie teraz wyglądała, jakby czymś bardzo zdenerwowana, wyprowadzona z równowagi...
-Gdzie. Ty. Do. Cholery. Byłeś?!
-Ale o co chodzi? Musiałem pójść się odświeżyć i wysikać, a teraz mów o co chodzi bo nie chce mi się czekać zbyt długo na odpowiedź- jeśli by się zastanowić, nie żartowałem już od baaardzo długiego czasu, a tego dnia przyda mi się trochę rozluźnienia, przecież nie mogę być przez cały ten czas spięty. Tylko tej kobiecie mój żart chyba się nie spodobał, gdyż przyjęła pozycje do ataku. Słyszałem o jej temperamencie i o tym jaka jest jej reakcja gdy ktoś ją zdenerwuje i szczerze mówiąc miałem jej dość, gdyż już kilkukrotnie zdążyła wyprowadzić mnie z równowagi swoim obcesowym napadem agresji. Po ostatnim takim wybuchu obiecałem sobie, że jeśli zdarzy się coś podobnego raz jeszcze, przestanę być obojętny. Wiedziała o tym, ale najwyraźniej nie nauczyła się kontrolować swoich emocji, jej pech.
-JA CI DAM SIKU!!- po czym jak gdyby nigdy nic zrobiła krok do przodu, jednocześnie wykonując zamach swoją drobną, w porównaniu do przeciwników z którymi miałem nieukrywaną przyjemność walczyć, rączką z której chakra wręcz się wylewała zwracając tym samym uwagę wszystkich dookoła. Moja reakcja była natychmiastowa, musiała zresztą taka być gdyż taki cios mógłby poważnie mnie zranić...
Natychmiast zszedłem z linii ataku wykonując skręt barkiem, jednak pozostając ciągle w tym samym miejscu. Ręka Sakury, tak wypełniona chakrą przeleciała jakiś centymetr od mojej twarzy, a ja poczułem silne uderzenie sprężonym powietrzem, które prawie mną zachwiało. Prawie, ale i tak przesadziła. Nikt nie będzie już nigdy zachowywał się w ten sposób w stosunku do mnie. W ułamek sekundy po tym jak jej ręka minęła moją głowę stałem już za nią z kunaiem przy szyi w jednej dłoni, oraz jej wykręconą ręką w drugiej. Była tak uparta, że próbowała jeszcze walczyć, wyrwać się, protestować i krzyczeć mimo, że to ona zaatakowała mnie, nienawidzę takich charakterów, pełnych hipokryzji i nie potrafiących zachować zimnej krwi. By ją uspokoić kopnąłem w jej tylne zgięcie kolana po czym zbliżyłem się do ucha już klęczącej Sakury szepcząc: Swoją postawą, zachowaniem, charakterem, całą sobą gonisz śmierć, która jak na złość ci ucieka. Jednak przy następnej próbie to ona załapie ciebie. Pamiętaj o tym.
Nie bawiąc się w przywrócenie jej do pionu, zarówno z kolan jak i psychicznie bo wyglądała na nieco przerażoną nie dostrzegając jakichkolwiek uczuć w moim głosie, jakby ich tam nie było teleportowałem się na środek areny. Miałem już w dupie te spojrzenia pełne niedowierzania, szoku, zdziwienia moimi umiejętnościami i tak dalej. To jest finał, pora zasłużyć na pożądaną przeze mnie rangę. Spojrzałem na sędziego, który czekając już zbyt długo na mnie po chwili zaczął pojedynek, zwróciłem się jeszcze do mojego przeciwnika: Niezależnie od wyniku tej walki, od jej skutków chciałbym się z tobą spotkać gdy wszystko już się skończy, po czym ruszyłem w jego stronę z chęcią walki wręcz. On jednak stał spokojnie, nie poruszył się nawet o centymetr mimo iż byłem coraz bliżej. Będąc kilka metrów od niego, układając już całe ciało w pozycji do ataku rękoma poczułem ból tuż przy lewej kostce oraz silny podmuch powietrza. Natychmiast się zatrzymałem by sprawdzić co tak właściwie się stało, jednak oprócz strużki krwi cieknącej ze stopy oraz tumanów piasku wzbitego w powietrze nie zobaczyłem nic więcej. Oczywiście, mogłem zacząć snuć wnioski i domysły, jednak nie miałem żadnych poszlak, które w czymś by mi pomogły. No, może oprócz tej, że to jest jego sprawka...
Ileż to razy płaciłem wysoką cenę za swoją nieuwagę czy brak rozwagi, ale nadal niczego się nie nauczyłem? Zlekceważony przeciwnik to przeciwnik z przewagą. Dużą przewagą. W ułamku sekundy gdy oceniałem stan mojej nogi młody Sarutobi przystąpił do ataku. Na moje szczęście w ostatniej chwili dostrzegłem kątem oka kunai lecący w moją stronę i zdążyłem zrobić unik, jednak nie byłem w stanie uniknąć cholernie silnego kopnięcia w lewe kolano. Tuż po tym mój przeciwnik próbował jeszcze walczyć wręcz, jednak widząc że z łatwością blokuje wszystkie jego ataki błyskawicznie się wycofał.
Cholera! Jeszcze jeden taki atak na tą samą nogę i poważnie mnie osłabi... Może nie ma umiejętności na najwyższym poziomie, jednak przyłożył się do taktycznego zaplanowania walki. Na chwilę obecną muszę rozgryźć jak zdołał mnie zaatakować Fuutonem, a zrobię to tylko i wyłącznie atakując. Z niewielką dozą samozaparcia ukryłem grymas bólu i na powrót przyodziałem pokerową twarz. Patrząc w oczy Konohamaru nie dało się nie dostrzec pewności siebie, planu na tę walkę i tego idiotycznego uśmieszku, który miał oznaczać przewagę. Wtedy to do mnie dotarło i cholera, musiałem przyznać, że już od dawna nikt tak mnie nie zaskoczył...
-Katon- Tajū Gouenka no Jutsu!

___________________________________________________________________________


-Muszę poprosić was o pomoc-zdecydowanym, pełnym pewności i słuszności co do planów jakie miałem zamiar zrealizować zwróciłem się do dwójki moich przyjaciół z drużyny. -Wreszcie dostałem to, na co my wszyscy czekaliśmy-jakby w zwolnionym tempie dobyłem z torby podłużne zawiniątko o trójkątnym kształcie. Powoli zdejmując osłaniający go, jakby przed ciekawskimi oczami wrogich ninja materiał.
-Jednak zła wiadomość jest taka, że na dzień dzisiejszy mam do dyspozycji tylko jedną sztukę wiec musimy być perfekcyjnie zgrani. Zapewne ciśnie wam się na usta pytanie, o czym ja w ogóle mówię. Otóż wiem, że mój przeciwnik jest o wiele, wiele silniejszy niż wygląda, wyczułem coś dziwnego w jego walce z Samurajem. Mimo, że nie wiem co to było dokładnie, jestem przekonany iż to co tam się stało było przerażająco silnym jutsu. Najbardziej jednak martwi mnie to, że nikt nic o nim nie wie, tylko tyle co sam powie o sobie, kontroluje wszelkie informacje na swój temat, a to sprawia iż muszę mieć plan na walkę który.... powiedzmy że nie jest do końca uczciwy.
-Ale to...- Moegi znów zaczęła prawić kazania dotyczące moich zamiarów. Powoli zaczynam mieć już tego dosyć...
-Tak, to nie jest w 100% zgodne z zasadami regulaminu, jednak już go nagiąłem przygotowując arenę do mojej walki z nim gdy jeszcze mierzyłem się z Moirą. To już się dzieje, pomożecie mi?
-Zawsze razem, czy nie tak mówiłeś?-powiedzieli równocześnie Moegi i Udon cytując słowa, które zawsze powtarzam nam gdy czeka nas coś ciężkiego do zrobienia. Pora wprowadzić ich w niuanse mojego planu i wracać na arenę. To wszystko i tak trwa już zdecydowanie zbyt długo...


___________________________________________________________________________


 Pole walki zmieniło się w piekło. Temperatura była ogromna, jedyne co otaczało naszą dwójkę to płomienie, wszechobecny ogień o dewastującej sile niszczył wszystko co spotkał na swojej drodze.. Po wypuszczeniu około setki mniejszych kul ognia i skierowaniu ich w stronę podłoża, zaczęło się istne pandemonium. Drzewa znajdujące się na uboczu pola walki, które miały dawać schronienie zmęczonym zbyt dużym tempem walki Shinobi schronienie zmieniły się w czarną stertę kurzu. Sposób w jaki zaatakował mnie Fuutonem był niezwykły, nie wykonał żadnych pieczęci, żadnego ruchu, nie mógł też trenować w Świątyni Wiatru ponieważ jest na to za słaby, a więc to musiał być trik. W jakiś sposób ukrył naturę chakry w podłożu. Jak łatwo się domyślić, natura wiatru kilkukrotnie zwiększyła siłę mojego Katona.Niestety, ON zbliżał się zbyt szybko do wioski, był już tuż tuż zatem nie wolno przeciągać mi już dłużej tejże walki. Pora to zakończyć w sposób jaki chciałem zrobić to od dawna.
-Suiton: Daibaikusi Shoha!
Nie dało się nie wyczuć nastroju widzów w tej chwili. Genin, którego naturą chakry jest wiatr używa Katona, by chwilę później wytworzyć tak ogromną ilość wody by ugasić płomienie spowijające całe pole walki, jednak szczerze mówiąc, w tej chwili miałem to w dupie. Już po chwili ogień zgasł, a na stadionie unosiła się para wodna wymieszana z absolutną ciszą. Nie było słychać żadnego szmeru, żadnego głosu czy odgłosu, przełykania śliny, niczego. To była TA chwila, ten idealny moment by wejść w ostatnią fazę planu. Nikt niczego nie zauważy, nikt nie zorientuje się jeśli to teraz zakończę. Już pora.
-Wybacz mi proszę-mówiąc ostatnie słowa niesłyszalnym szeptem skierowałem głowę ku Górze Kage i wyrytych nań podobiznom Ojców tej wioski, a w szczególności jednego. To jeszcze nie koniec tato...




*****

Chyba powinienem dodać coś od siebie. Wybaczcie mi tak długą przerwę, część z was już zapomniała o akcji z poprzednich dwóch chapterów i ten będzie niezrozumiały, jednak warto, uwierzcie mi, warto ;) Jest to przedostatni chapter tego rozdziału, w najbliższym wyjaśni się wszystko. Do usłyszenia.

piątek, 14 lutego 2014

Rozdział 1-Egzamin: Finały

11. Egzamin: Finały

Konohamaru Sarutobi vs. Black Heart cz.2

Naruto rozglądając się w lekkim zdenerwowaniu tą sytuacją zwrócił uwagę na swojego najbliższego rywala siedzącego w samotności oraz w pełni skupionego. Brązowo-włosy chłopak na szyi miał opaskę Shinobi Konohy której materiał był koloru niebieskiego oraz w tym samym kolorze chustę przewiązaną przez szyję. Ubrany był w ciemnoszary dres, który będąc rozpiętym pokazywał koszulkę ze znakiem Wioski w której się urodził i wychowywał. Czarne spodnie i wysokie buty dopełniały jego ubiór. Siedział na ławce ze złączonymi dłońmi, zaś łokcie podpierał na kolanach. Patrzył zamyślonym wzrokiem w skrawek ziemi tuż przed nim całkowicie ignorując otoczenie, jakby cały ten gwar widzów zgromadzonych na stadionie absolutnie do niego nie docierał. Blondyn z braku lepszego zajęcia w tej chwili podszedł do niego chcąc porozmawiać, oraz stworzyć grunt pod przyszłą relację. Syn Sandaime Hokage nie zwrócił na niego uwagi nawet gdy ten już podszedł i usiadł tuż obok niego.
-Masz jakieś plany na najbliższą godzinę?- spytał chcąc zacząć rozmowę w jak najbardziej naturalny i neutralny sposób
-Eee....-gwałtownie odwrócił głowę w stronę swojego rozmówcy będąc w tak bezceremonialny sposób wyrwanym ze swojego transu- nie zauważyłem jak podchodzisz, ale tak, w pewnym sensie mam pomysł jak spędzić ten czas.
-Czy aby nie przeszkadzam? Podszedłem do ciebie gdy byłeś taki skupiony, ciężko było zwrócić twoją uwagę, teraz mówisz, że masz jakieś plany...
-Nie, to nie tak! Po prostu... Myślałem o mojej kolejnej walce, walce z tobą, o taktyce i sposobach jakie pozwolą mi zdobyć przewagę. Przez wzgląd na mojego ojca nie tyle muszę wygrać, co zrobić wszystko by przechylić szalę zwycięstwa na moją korzyść. Taka jest rola dzieci Hokage-na te słowa Naruto uśmiechnął się w podświadomości.
-Nie zamierzam ci dawać żadnych rad, w końcu jesteśmy przeciwnikami, ale odnoszę wrażenie, że chcesz być Shinobi ze względu na ojca. Ciężko jest nam żyć z takim brzemieniem, ale musimy mieć świadomość, że walczymy tylko dla siebie i o siebie. Nic więcej. Wszystko sprowadza się do tego, że w przypadku zagrożenia życia sam musisz o siebie zadbać. Ideały wielkich ludzi mogą ci przyświecać, jednak nie uratują twojego tyłka. Pamiętaj o tym.
-Nie rozumiesz mnie ponieważ nie znajdujesz się w mojej sytuacji, dlatego twoje rady są delikatnie rzecz ujmując.... chwila, dlaczego mówisz w liczbie mnogiej? -Cholerny dzieciak, dobry jest, zwraca uwagę na szczegół, który starałem się przekazać mimochodem tak, by mógł za jakiś czas zastanowić się nad naszą rozmową. Pora kończyć tę wymianę zdań, zanim dowie się zbyt dużo jeszcze przed walką.
-Teraz to się nie liczy. Za kilkadziesiąt minut zmierzymy się ze sobą i oczekuję od ciebie pełni zaangażowania. Nie zadowolę się walką bez poświęcenia dla niej wszystkiego z twojej strony. Łatwe zwycięstwo nie da żadnej satysfakcji żadnemu z nas. Postaraj się młody. -mówiąc to wstał i odszedł zostawiając Konohamaru samego. Jeśli chce wykorzystać swoje atuty i moje słabe punkty musi przeanalizować każdy szczegół naszego starcia, zaplanować każdy ruch i każdą reakcję. Muszę dać mu czas, no i nie jest tak, że nie mam nic do roboty... Jeśli bym pozwolił Fū umrzeć ot tak w samym centrum wioski to mogłoby się skończyć raczej nieciekawie.
Po odbyciu rozmowy z młodym Genninem udał się do wnętrza stadionu. Po przekroczeniu masywnych ciemno-dębowych, wysokich na 3 metry drzwi, których szerokość przekraczała 2 metry zatrzymał się na chwilę i przykucnął. Po przyłożeniu dłoni do podłoża i chwili skupienia wyczuł chakrę Hokage i wiedział już w którym kierunku musiał się udać. Przemierzając liczne korytarze, który były rozświetlone przez wiszące naprzeciw siebie lampy musiał uważać by natknąć się przypadkiem na kogoś obcego. Oczywiście, mógłby się wtedy wywinąć udając niewinną, dobrze ułożoną osobę która zagubiła się w gąszczu korytarzy, jednak nie chciał wzbudzać jakichkolwiek podejrzeń. Drugą sprawą była konieczność wyciszenia swojej chakry. Nawet jeśli Tsunade wraz sakurą i resztą medic-ninja byli zajęci to pozostawał jeszcze Kakashi, który mógł go wyczuć i rozpoznać, a na to nie mógł sobie pozwolić.
Naruto zbliżając się coraz bardziej do miejsca w którym wyczuł Czcigoną zachowując czujność zwrócił się do partnera w swojej podświadomości:
-Kyu, mam do ciebie wielką prośbę, od której zależy wszystko co się dalej potoczy. Nie będę teraz potrzebował twojej chakry ani umiejętności bitewnych, dlatego chcę żebyś zrobił dwie rzeczy. Po pierwsze, przekaż temu leniowi leżącemu na kanapie w świeżo wyremontowanym domu by zrobił dwa kolejne klony i kazał im zbierać naturalną energię do trybu Sage. To na wszelki wypadek, gdyby sprawy obrały najgorszy możliwy scenariusz. Gdy już to zrobisz, skup się proszę całkowicie na Nanabim i Fū. Chciałbym żebyś informował mnie o wszystkim co się z nią wiąże, jej stanem, pracą medic ninja, prognozami dotyczącymi jej życia. Proszę cię o to, ponieważ będąc klonem z przekazanym tak niskim poziomem mocy nie będę w stanie ukrywać swojej obecność wśród tak dobrze wyszkolonych Shinobi oraz jednocześnie skupiać się na chakrze Jinchuuriki. Zrozumiałeś?
-Przekazałem już oryginałowi twoje polecenia, teraz zajmuję się drugą prośbą.
-Dokładnie tak działaj, z wyprzedzeniem i skutecznością- pochwalił Kuramę chcąc podtrzymać jego zaangażowanie, jednak ten był już poza zasięgiem komunikacji w podświadomości, gdyż zajmował się teraz stanem zdrowia reanimowanej Kunoichi.
Do Blacka, będącego coraz bliżej celu zaczęły powoli docierać odgłosy z, jak się domyślał, sali operacyjnej. Nerwowe pokrzykiwania, polecenia wydawane przez osobę dowodzącą reanimacją, w tym wypadku Hokage-sama. Zastanawiał się jak idzie akcja, jednak skoro Kurama nie informował go, oznaczało to tyle, że nie działo się nic nadzwyczajnego i stanowi zdrowia Fū nic nie zagraża. Nasz Blond-włosy bohater właśnie dotarł na miejsce, jednak wiedząc, że Hatake również tu jest, postanowił przystanąć na rogu, tuż przed skrętem do poczekalni, znajdującej się naprzeciw drzwi do sali. Czekając tam zwrócił uwagę na dziwne zachowanie Kakashiego, rozglądał się dookoła, na ściany, meble i dekoracje, nerwowo mamrocząc coś pod nosem. Większość z jego słów była dla Naruto niewyraźna, jednak po strzępkach które zrozumiał doszedł do wniosku, że sędzia egzaminów ma obsesję na punkcie dekoracji wnętrz oraz aranżacji pomieszczeń. Wywołało to delikatny chytry i lekko diabelski uśmieszek na twarzy przyczajonego na rogu Genina, który już myślał jak to w przyszłości wykorzystać przeciwko niemu. Po chwili rozmyślania obu Shinobi zostały przerwane przez szczęk otwieranego zamka w drzwiach, które otworzyły się, a Tsunade wraz z Sakurą opuściły salę operacyjną wchodząc do poczekalni, zastając tam zniecierpliwionego Hatake, który wręcz żądał natychmiastowej odpowiedzi.

_________________________________________________________________________________
Tsunade, Retrospekcja

-Cholerny Sai! -wrzasnęła pełna złości Tsunade. Jej twarz była wręcz krwiście czerwona z licznymi pulsującymi żyłkami na szyi oraz skroni.-Shizune! Natychmiast przygotuj salę operacyjną na stadionie i niech Sakura w tej chwili do mnie dołączy! -Podopieczna Gondaime nic nie mówiąc pobiegła poinformować młodą Haruno by tuż po tym biec w stronę szpitalnej części stadionu. Natomiast Hokage tuż po wydaniu polecenia wyskoczyła jak z procy ze swojego dotychczas zajmowanego miejsca na arenę, nie bawiąc się w kurtuazyjne używanie schodów i drzwi. Nie było na to czasu. Po wylądowaniu na piaszczystej arenie z dosyć donośnym dźwiękiem wzbiła kurz wokół siebie, nerwowo rozglądając się na boki.
-Sakura do cholery! -natychmiast po tych słowach różowo-włosa kunoichi stała u boku swojego nauczyciela. -Natychmiast zacznij przypalać największe rany używając chakry, musimy zatamować krwawienie. -Hai sensei!- po czym obie zajęły się natychmiastową i niecierpiącą zwłoki akcją reanimacyjną. Młodsza z Medic Ninja zaczęła przypalać chakrą miejsce w którym oderwane było prawe ramię. Szczęściem w nieszczęściu dla poszkodowanej było to, że po tak brutalnym ataku straciła przytomność. Żaden człowiek będąc świadomym nie wytrzymałby tak wielkiego bólu przypalania ciała żywcem, to jak największa torturą. Zaś Piąta Hokage w tym samym czasie wpuszczała strumieniowo chakrę do kluczowych organów wewnętrznych mieszkanki Taki-Gakure by podtrzymać funkcje życiowe. Niestety, wiele z nich było poważnie uszkodzonych i zbyt długie zwlekanie z operacją na otwartym ciele zakończyłaby się w tylko jeden sposób- śmiercią.  Na szczęście w tym samym momencie obok nich zjawił się oddział ninja konieczny do przetransportowania poszkodowanej na salę operacyjną. Po kilku chwilach byli już w środku. Dowodząca tą akcją przekazała podopiecznym, że nie mają czasu do stracenia i nie mogą sobie zaprzątać w tej chwili głowy czymkolwiek co nie jest związane z uratowaniem jej życia, w tej chwili tylko to się liczyło.
-Sakura, zrobiłaś co ci kazałam?
-Tak Sensei, krwawienie zewnętrzne ustało, jednak gdy wykonywałam zadanie zauważyłam liczne krwotoki wewnętrzne.
-Tym zajmiemy się za chwilę, priorytetem jest teraz wyleczyć kluczowe organy, które teraz już ledwie funkcjonują, jeśli tego nie zrobimy zatrzymanie krwotoku nic nie da. Musimy przywrócić krążenie krwi. Sakura, chcę żebyś ciągle podtrzymywała pacjenta w stanie śpiączki, wiem że sobie poradzisz, liczę na ciebie. Shizune! Ty w tym czasie zajmij się przygotowywaniem lekarstw wzmacniających organizm Mają ją wzmocnić tuż po zakończeniu operacji! -po wydaniu poleceń wszyscy zgromadzeni potwierdzili zrozumienie zadań im przydzielonych i każdy zaczął robić to co do niego należało. Tymczasem Najlepszy Medyczny Ninja świata przed rozpoczęciem zadań które sama sobie wyznaczyła podała pacjentce zmieloną pigułkę ze skrzepniętą krwią dodatkowo naładowując ją chakrą tak, by natychmiast spowolniły przepływ krwi. Bez takiego zabiegu Fū wykrwawiłaby się natychmiast w trakcie operacji. Będąc już w pełni przygotowaną i skupioną Tsunade uwolniła przepływ swojej chakry w dłoniach aktywując technikę Chakura no Mesu, po czym rozcięła nią resztki ubrania zwisające z ciała. Mając już pełny dostęp do klatki piersiowej pewnym, aczkolwiek spokojnym i niewymagającym pośpiechu ruchem rozcięła skórę by uzyskać dostęp do kluczowych organów pacjenta. Otwór ciągnął się od trzeciego górnego żebra, wzdłuż mostka kończąc się kilka centymetrów powyżej pępka. Podane wcześniej pigułki pomogły, jednak ze względu na konieczność natychmiastowych działań, krew nie skrzepła się tak jak powinna, gdyż kilka jej pojedynczych stróżek spłynęło po bokach już bladego niczym sufit brzucha dziewczyny.
-Teraz najważniejsze- pomyślała Tsunade, po czym wsunęła rękę w szczelinę. Celem tego zabiegu było odbudowanie uszkodzonych organów wewnętrznych, lecząc je poprzez zwielokrotniony podział nowych komórek w organizmie. Mimo uszkodzenia wielu punktów witalnych, zajścia nieodwracalnych zmian dla Gondaime wszystko szło zgodnie z jej planem. Nie mogła pozwolić by ktokolwiek umarł w trakcie jej pomocy. Nie znowu. Nawet jeśli nie zależało jej na Fū tak bardzo jak na Danie to nie dopuszczała do siebie myśli, że jej pomoc okaże się bezcelowa.
-Hokage-sama...-Sakura chcąc zwrócić jej uwagę wypowiedziała to niskim głosem, nie doczekała się jednak jakiejkolwiek reakcji.
-Hokage-sama- tym razem nieco głośniej jednak nadal bez jakichkolwiek oznak usłyszenia jej słów..
-Tsunade! -nie chcąc tracić czasu młoda Haruno musiała podnieść głos, nawet jeżeli w przypadku jej mistrza oznaczało to poważne obrażenia, musiała zrozumieć
-Jak śmiesz przerywać mi w takim momencie mała gówniaro! -Hokage nadal udzielając pomocy umierającej dziewczynie powstrzymywała swoją codzienną reakcje na taką niesubordynację jak tylko mogła
-Sensei, to nic nie da -wypowiedziała każde z tych słów ze smutkiem i goryczą w głosie- w jej mózgu zaszły już nieodwracalne zmiany, nie możemy jej pomóc...
-Jeżeli byłabyś moją uczennicą nigdy nie poddałabyś się jeśli chodzi o ratowanie życia drugiego człowieka! -tak sformułowanym zdaniem trafiła w czuły punkt Haruno, którą dotknęły te słowa, jednak utrzymała trzeźwość umysłu.
-Jeżeli walka jest bezcelowa, Medic-Ninja musi iść dalej i pomóc reszcie, nie angażując w to swoich uczuć, tego mnie nauczyłaś. Tutaj nic już nie możemy zrobić. Jej stan pogarsza się niezależnie od nas, odłamki znajdujące się w najważniejszych organach tylko pogarszają stan. Gdybyś chciała je wyciągnąć Sensei, dziewczyna umarłaby natychmiast. To koniec. -Do Czcigodnej wszystkie te słowa docierały jakby w zwolnionym tempie, słyszała je już zniekształcone, jakby po wypowiedzeniu ich przez Sakurę przedzierały się przez mgłę i dopiero po tym trafiały do niej. Obiecałam, że nie pozwolę by ktokolwiek umarł tuż przy mnie... Nie ważne czy to ktoś z mojej czy wrogiej wioski. Obiecałam! Jak mogę teraz zostawić tą dziewczynę i iść dalej? Potok myśli przerwała czyjaś ręka spoczywająca teraz na jej barku. Był to pokrzepiający, dodający otuchy dotyk. Tylko Shizune widziała Hokage w podobnym stanie już wcześniej, tylko ona wiedziała co należy zrobić by jej mentor ponownie nie zatopił się w odmętach rozpaczy i poczucia winy.
-Już dobrze Tsunade, pamiętaj o przysiędze jaką złożyłaś po przyjęciu funkcji Kage Wioski Ukrytej w Liściach. Pamiętasz? "Zrobię wszystko by pomóc osobie potrzebującej pomocy". Wypełniłaś tę obietnicę, ta dziewczyna potrzebowała pomocy i ty zrobiłaś wszystko żeby tej pomocy udzielić.
Nastrój przygnębienia jaki unosił się w sali był nie do zniesienia, atmosfera była tak gęsta, że można byłoby kroić ją nożem, lub kunaiem, lub shurikenem. Jak kto woli.
-Shizune, muszę wyjść, zamkniesz ranę?- zapytała beznamiętnym głosem dowodząca akcją reanimacyjną, odnosząc się do zasklepienia dużej rany na brzuchu mieszkanki Taki-Gakure.
-Oczywiście, o nic się nie martw, a teraz już idź. -słysząc zapewnienie od swojej podopiecznej, że ta wszystkim się zajmie razem z Sakurą wyszły z sali. Tuż po przekroczeniu progu spostrzegły pytające spojrzenie Kakashiego, jakby od odpowiedzi zależało czy spędzi tu jeszcze chwilę czy zniknie w kłębie szarego dymu.

_________________________________________________________________________________
Black Heart

-Naruto! -głos w głowie blondyna był tak donośny, że sprawiał ból w skroniach
-Liczę, że to coś ważnego skoro jesteś tak głośny...
-Hokage przerwała akcję reanimacyjną! Nic nie mogła zrobić, ale to nie zmienia faktu, że za chwilę Nanabi wydostanie się z ciała jinchuuriki. W środku wioski!
-Cholera.... Co powinienem zrobić?
-Po pierwsze powinieneś był skupić się mniej na efektownych technikach walki, ciągłym popisywaniu się przede mną, a bardziej na technikach klanu Uzumaki. Przydałaby nam się teraz silna technika pieczętująca...
-A gdybyśmy mieli wystarczająco silną technikę, co dalej?- zapytał swojego towarzysza najwyraźniej mając pewnego asa w rękawie
-Śmierci jinchuuriki już nie powstrzymamy, możemy jedynie zapieczętować Chōmei w kimś innym, kimś z wystarczająco wielką wolą przetrwania by mógł zwalczyć chęć wydostania się bestii na zewnątrz.
-Jak mógłbym go zapieczętować?
-Ty nie możesz tego zrobić, jesteś na to za słaby, nawet jeśli połączyłbyś się z oryginałem. Nie jesteśmy Akatsuki, dlatego zapieczętować możemy jedynie okrężną drogą...
-Kyu, co masz na myśli?
-Na prawdę, powinieneś bardziej zainteresować się historią świata Shinobi zamiast uczyć się tych wszystkich technik ofensywnych...
-Nie mam czasu na narzekania w tej chwili, o co chodzi?
-W trakcie swojego długiego życia byłem kontrolowany siłą dwukrotnie, za każdym razem przez bardzo silnego Shinobi, jednak obaj mieli jedną cechę wspólną. Byli to członkowie klanu Uchicha. Jeśli znalazłby się ktoś z wystarczająco silnym Sharinganem by złapać w genjutsu tą dziewczynę razem z jej Biju, mogłoby się udać. Wtedy wystarczyłoby tylko w tą samą iluzję złapać nowy pojemnik na Nanabi i dopiero wtedy uśmiercić Fū. Mówię o tym, że gdy jinchuriki wraz ze swoim Biju jest w innym wymiarze i gdy wprowadzi się do tego samego wymiaru kolejną osobę natychmiast uśmiercając poprzedni pojemnik, to Bestia jest zmuszona przybrać nową postać, właśnie tej osoby wprowadzonej do innego wymiaru. Rozumiesz?
-Tak, ale Sharingan wystarczająco silny by tego dokonać, jak rozumiem niezbędna jest technika Tsukuyomi, należy jedynie do dwóch osób. Pierwszą z nich jest Danzō, który gdyby tylko się dowiedział o tym wszystkim natychmiast chciałby zapieczętować Chōmei w samym sobie, wiec ta opcja odpada. Drugą osobą jest Itachi, który poluje na Ogoniaste Bestie więc nie ma szans, żeby go o to poprosić. Coś pominąłem?
-W rzeczy samej... Jesteś klonem więc nie możesz używać technik sensorycznych na wystarczająco wysokim poziomie, który pozwoliłby ci wyczuć zbliżającą się do wioski niesamowicie silną chakrę. To Sharingan.
-Do kogo on należy?
-Teraz to nie jest ważne. Dowiesz się w swoim czasie. Najważniejsze jest to, że z całą pewnością nam pomoże.
-Ostatnie pytanie, ile czasu zajmie mu dotarcie do wioski?
-Myślę, że za nieco ponad 2 godziny powinien pojawić się na arenie.
-Dlaczego miałby właśnie na... nie ważne, nie mamy czasu do stracenia. Mam już plan. Dziękuję za pomoc i do usłyszenia -kończąc rozmowę zerwał połączenie z Kuramą. W czasie prowadzenia swojego wewnętrznego dialogu Hatake dowiedział się jaki jest stan pacjentki po czym poinformował Hokage o swojej decyzji. Dyskutując nad rozwiązaniem doszli do wniosku, że najlepiej będzie kontynuować turniej po to, aby dostarczyć zgromadzonym widzom jak największą dawkę emocji. Po podjęciu decyzji ta dwójka wraz z Sakurą i Shizune która skończyła już zszywać Fū ruszyła szybkim krokiem na stadion, najprawdopodobniej by ogłosić swoją decyzję.
Tymczasem Black mając już wolną drogę ruszył do sali gdzie znajdował się umierający jinchuuriki. Pomieszczenie to wyglądało jak każda inna sala szpitalna, ściany pomalowane były na stonowany, kremowy kolor z kilkoma zawieszonymi obrazami przedstawiającymi piękno łona natury. Dookoła łóżka rozstawiona była medyczna aparatura do podtrzymywania życia, natomiast sama poszkodowana przykryta była śnieżnobiałą kołdrą. Klatka piersiowa pozostała odsłonięta gdyż duża rana ciągnąca się od linii piersi do pępka potrzebowała jak najwięcej tlenu by poprawnie się zagoić Chociaż to było bezcelowe, gdyż ona i tak nie będzie się tym już przejmowała Nie przeżyje. Niestety. Obiecany jej pojedynek, który miał odbyć się po upływie równo roku nigdy już się nie odbędzie. A przynajmniej nie z nią jako jinchuuriki.
Naruto odchodząc jak najdalej od leżącej na łóżku kunoichi by nie wywołać u niej jakichkolwiek komplikacji wykonywaną techniką wykonał serię pieczęci wypowiadając jej nazwę
-Kuchiyose no Jutsu! -tuż obok niego z tumanu białego dymu wyłoniła się postać żaby
-Witaj Gerotora, mam dla ciebie zadanie -zaczął
-Witaj Naruto, to twoje pierwsze bezpośrednie przywołanie mnie, w czym mogę ci pomóc?
-Widzisz tą dziewczynę leżącą na łóżku? Jest umierająca i nie można jej pomóc. Problem polega na tym, że jest jinchuuriki i gdy umrze jej bestia wyjdzie na wolność w środku wioski. A jakby sam fakt ataku bestii na wioskę był zbyt mało problematyczny, to znajdują się w niej osoby chcące zgarnąć ogoniastą bestię dla siebie, a na to nie mogę pozwolić. Przechodząc do sedna, jesteś żabim Strażnikiem Pieczęci i nie ma na świecie lepiej wyszkolonej osoby w Fuuinjutsu od ciebie. Chcę abyś przez następne 3 godziny utrzymywał pieczęć Biju, zamykając Nanabiego w ciele dziewczyny. Tylko tyle. W tym czasie załatwię wszystkie inne sprawy związane z przeniesieniem siedmioogoniastego do innego jinchuuriki. Nie będzie to dla ciebie problemem?
-Myślę, że spokojnie dam radę tyle wytrzymać, o pieczęć nie musisz się martwić, tylko.. zrób całą resztę właściwie.- żaba w odpowiedzi dostała kiwnięcie głową. Widząc, że Naruto zrozumiał wszystko, podeszła do Fū i zaczęła proces umacniania pieczęci. W tym samym czasie Blondyn nie chcąc marnować więcej czasu wyjął z kabury kunai Latającego Boga Piorunów po czym rzucił nim w białe drzwi. Już po chwili pojawił się obok niego oryginał, który myśląc, że zostanie przyzwany dopiero w sytuacji kryzysowej ustawiony był w pozycji umożliwiającej natychmiastowy atak.
-Kyu, przekaż mu wszystko -zwrócił się w podświadomości z poleceniem, sam nie zamierzając marnować czasu jednocześnie kierując się w stronę drzwi. Wyciągając z nich kunai zwrócił się jeszcze do oryginału- Chroń tego pomieszczenia, gdyby ktoś próbował się tu dostać złap go w iluzję przedstawiającą wszystko w jak najlepszym porządku oraz zasugeruj, że intruz miał coś do zrobienia w innym miejscu. To powinno załatwić sprawę. Jeszcze jedno, być może będę cię jeszcze potrzebował. Mam przeczucie, że to nie będzie zwyczajna walka...
Uznając, że rozmowa na tym się skończyła, otworzywszy drzwi szybkim krokiem ruszył w stronę areny, gdzie miał się odbyć jego pojedynek, oraz gdzie miał się pojawić tajemniczy Sharingan

CDN

_________________________________________________________________________________
Od autora.
Notatkę dedykuję wyjątkowej osobie, która powstrzymała mnie od zrobienia czegoś wbrew sobie już w zalążku. Kaja Jelonek, dziękuję za przypomnienie mi, że robię to wszystko tylko dla siebie, że piszę tylko dla siebie. I dopóki robię to właśnie w ten sposób, jestem przekonany co do jakości notatek. W końcu, chcę stworzyć historię inną niż wszystkie umiejscowione w uniwersum Naruto. Chcę stworzyć taką historię, którą sam zawsze chciałem przeczytać, a nie mogłem, ponieważ każdemu wynalezionemu przeze mnie blogowi czegoś brakowało. Już wiem czym jest magiczne "TO COŚ", dzięki temu wiem co mam dalej robić.
Do usłyszenia, nowa notka pojawi się w najbliższym wolnym czasie. Be ready niggas! :)


środa, 12 lutego 2014

WAŻNE! Ogłoszenia i pytania do was!

-Mam do was pytanie odnośnie najbliższej przyszłości w Naruto-Black Heart. Mianowicie mam pewien pomysł odnośnie wydarzeń, uważam że wcielając go w życie dodałbym ogromne ilości akcji do fabuły, miałbym o wiele większe pole do popisu przy opisywaniu walk i treningów, a więc Rozdział 2 byłby bardzo ciekawy. No i tu pojawia się wątpliwość. O ile jestem w stanie wszystko wytłumaczyć, wyjaśnić to wcielenie mojego planu w życie siłą rzeczy pozostało by trochę... naciągane? To chyba odpowiednie słowo. Po prostu chcę, żebyście mieli świadomość, że jeśli się na to zdecyduje, będziecie musieli na początku podejść do tego ze zrozumieniem i w jakimś stopniu dystansem, ale zapewniam was, przez to późniejsze wydarzenia będą epickie.
Chcecie tego? Jestem uparty i pewnie nawet jeżeli będzie wam zależało na 100% spójności to i tak zrobię to, ale chcę was zwyczajnie poinformować, że coś takiego może się wydarzyć.
Skoro ta notka ma formę informacyjną, to podzielę się kilkoma wiadomośćiami, tak przy okazji.
Niektórzy z was są zbyt pewni co do przyszłości najbliższego jak i kolejnych chapterów w moim opowiadaniu. Cóż, nie lekceważcie mnie i nie myślcie, że jeżeli czytaliście mnóstwo fanficków to pozwoli wam to przewidzieć wydarzenia u mnie ;) Kiedyś użyłem sformułowania "Spodziewaj się niespodziewanego" i jest ono nadal bardzo aktualne.

-Kolejna informacja, Rozdział 1 zbliża się wielkimi krokami do końca. W przerwie między jego zakończeniem, a rozpoczęciem Rozdziału 2 minie trochę czasu, który będzie wypełniony przez wpisy w Rozdziale 0 (dla nowych czytelników, w tymże rozdziale opisuje przeszłość Naruto z ostatnich 10 lat gdy był więziony, torturowany i stał się tym, kim jest teraz).
Szablon... Nie mam pojęcia kiedy będzie gotowy. Mówi się, że wielcy artyści mają swoje własne pojęcie czasu. Osoba któą wybrałem z pewnością tak właśnie ma :D Spośród wszystkich dostępnych opcji wybrałem właśnie ją, ponieważ jestem przekonany że to ona i tylko ona jest w stanie zrobić szablon adekwatny do opowiadanej przeze mnie historii, z klimatem który czuje się tylko patrząc na szatę graficzną.

-Pytania o pairingi. Nie mam pojęcia, serio. Na ten moment nie ma dla Naruto dziewczyny odpowiedniej dla niego, nie jestem nawet pewien czy taka się pojawi, zwyczajnie nie wiem.
Wiem, wiem, "zaniedbanie" to w przypadku działu z opisem postaci i technik niedopowiedzenia roku. Od zawsze było to dla mnie żmudne zajęcie, bardzo męczące i nużące mnie, ale myślę, że otrzymując szablon będę miał tak wielkie pole manewru że uzupełnię brakujące opisy postaci oraz opisy technik oraz będę wszystko aktualizował na bieżąco.

-Gdy piszecie coś w komentarzach, powiedzmy pytacie o coś przychodzi mi powiadomienie na maila i mogę na wszystko odpisać. Pytanie brzmi, czy gdy ja odpowiadam na twój komentarz, czy wtedy przychodzi ci powiadomienie? Czy musisz wchodzić co jakiś czas na bloga i sprawdzać czy odpowiedziałem?

To chyba wszystko co chciałem na dziś dzień od siebie przekazać. Jeśli macie jakieś pytania piszcie w komentarzach (moim marzeniem jest burza komentarzy, dosłownie lawina gdzie każdy będzie mógł się wymienic opiniami, dowiedzieć czegoś ciekawego, poznać chęci innych czytelników co do rozwoju historii).

poniedziałek, 10 lutego 2014

Rozdział 1- Egzamin: Finały

10. Egzamin: Finały

Konohamaru Sarutobi vs. Black Heart cz.1


Sędzia patrząc na pospiesznie oddalających się medycznych ninja wraz z mieszkanką Takigakure, która potrzebowała natychmiastowej pomocy. Szarowłosy Shinobi miał świadomość, że liczy się każda sekunda jeśli chcą uratować jej życie, jednocześnie zdając sobie sprawę, że uratowanie jej wcale nie będzie proste i zajmie trochę czasu. Jako że na arenie nie znajdował się już Hokage będący gospodarzem turnieju, to on decydował o tym co będzie dalej. Wybór był prosty, ponieważ istniały tylko dwie opcje. Mógł przerwać turniej i miałby do tego podstawy oraz uzasadnienie, lub zrobić przerwę do czasu aż medyczni ninja udzielą niezbędnej pierwszej pomocy Fū i to Tsunade będzie mogła podjąć ostateczną decyzję. Po chwili spędzonej na rozważaniu za i przeciw obu tych możliwości, zwrócił się do zgromadzonej publiczności by ogłosić swój werdykt.
-Ze względu na zaistniałą sytuację zdecydowałem zrobić wyjątkową godzinną przerwę! Jeśli do tego czasu  na stadion nie wróci Hokage wioski Ukrytej w Liściach turniej zostanie przerwany! -wśród zgromadzonych na arenie widzów rozeszła się fala niezadowolenia, aczkolwiek była ona wsparta zrozumieniem, w końcu nie na każdym turnieju mają miejsce takie wydarzenia. Wszyscy jednak byli bardzo ciekawi dalszych pojedynków.
-Jeśli pozostałe dwie walki będą trzymały ten poziom to mogę czekać nawet do jutra!
-Właśnie! Tylko spójrzcie w jakim stanie jest Sai! A z jego przeciwnikiem jest jeszcze gorzej! To była fenomenalna walka, ja zostaję!
-Ja też- wszystko było jasne. Mimo niezadowolenia każdy ze zgromadzonych na tym jakże pasjonującym egzaminie nie zamierzał się stąd ruszać, nie po takiej walce, która być może jest dopiero preludium do kolejnych, jeszcze lepszych i bardziej widowiskowych starć.
-To była dobra decyzja. Udało mi się podtrzymać zainteresowanie turniejem publiczności oraz zostawiłem podjęcie Tsunade-sama. Będę ją musiał powiadomić jak najszybciej o tym, ale najpierw muszę porozmawiać z Saiem- kończąc swój wewnętrzny monolog skierował się do szatni znajdujących się w głębi stadionu, w której mieszkaniec Konohy powinien właśnie się przebierać ze zniszczonych ubrań i opatrywać rany. Gdy już dotarł na miejsce jego "cel" kończył opatrywać największą z ran, zabliźniając jej koniec znajdujący się tuż pod pępkiem.
-Powiadają, że kobiety kochają blizny -rozpoczął rozmowę Kakashi chcąc by brzmiała jak najbardziej naturalnie, będąc jednocześnie pod wrażeniem, że Sai jest w stanie używać medic ninjutsu na tak wysokim poziomie. -Czym jeszcze zaskoczy mnie ten dzieciak?
-Kakashi, ty jesteś najlepszym dowodem na to, że to co mówisz jest tylko pięknym kłamstwem...-obecny w pomieszczeniu Jounin uniósł pytająco brew nie do końca rozumiejąc tok myślenia członka drużyny 7
- Mam na myśli twoją bliznę na twoim lewym oku. Wygląda groźnie, pokazuje w pewnym sensie twoją siłę i chęć obrony wioski bez względu na koszty, ale mimo to nie przyciągasz kobiet. Mógłbym powiedzieć, że wręcz je odpychasz- ostatnie zdanie powiedział prawie bezgłośnie, nie chcąc zawstydzać swojego metora bardziej niż było to konieczne. Ten jednak wszystko usłyszał, udając tylko że jest inaczej.
-Cóż, pokerowa twarz nigdy nie była twoją mocną stroną a myślę powinna, ze względu na tę maskę.
-Skoro wstęp mamy już za sobą pozwól, że przejdę do sedna mojej wizyty- szybko uciął temat chcąc porozmawiać zupełnie poważnie.
-Wszystko rozumiem. Jeśli czcigodna wraz z Sakurą nie dadzą uratować mojego ex-przeciwnika, zostanę zdyskwalifikowany, a druga walka półfinałowa stanie się walką finałową. Mam rację Kakashi-sensei?
-Cieszę się, że jesteś świadomy swojego okropnego czynu, ale to nie wszystko...- znacząco przeciągnął ostatnie trzy słowa, chcąc podkreślić powagę zaistniałej sytuacji
-Poczekaj, jesteś w błędzie jeśli myślisz iż uważam swój atak za nieadekwatny do sytuacji. Wręcz przeciwnie, był on jak najbardziej odpowiedni, nie był konieczny, ale był właściwy. Popatrz, w czasach pokoju wszyscy żyją zbyt beztrosko, podchodzą do walk, treningów, pojedynków ze zbyt dużym spokojem, instynktem samozachowawczym. Fakt, że jest to "tylko" egzamin na Chunina niczego nie zmienia. Fakt ten oznacza tyle, że dzieci otrzymujący misje pomocy staruszkom w zakupach, złapania kota-uciekiniera zmieniają się w shinobi biorących udział w walkach z wrogami, a tu nie ma miejsca na pacyfizm.-mówiąc to patrzył swojemu nauczycielowi prosto w oczy ze spokojem, podkreślając każde słowo tak, by rozmówca zrozumiał jego intencje.
-Sai, słyszysz co mówisz? To egzamin na Chunina, a nie wojna. Tu panują inne zasady!
-Zasady powiadasz... Tak bardzo lubisz prawić o nich wszystkim dookoła, opowiadać w trudnych dla ciebie momentach, masz wtedy zwyczaj cytować swojego przyjaciela. "W świecie ninja, ci którzy nie przestrzegają zasad to śmiecie. Ale Ci, którzy nie dbają o swoich przyjaciół, są gorsi od śmieci", tak to brzmi prawda?
-Jak śmiesz odwoływać się w tej rozmowie do Obito...
-Tak często powtarzasz te słowa, że chyba sam zgubiłeś ich sens, utraciłeś go, gdzieś ci umknął, a ty tego nawet nie zauważyłeś. -Kontynuował  jakby nie słysząc słów swojego mentora- Mamy teraz czasy pokoju, jednak w świecie ninja pokój nie trwa wiecznie. Istnieją setki powodów dobrych do rozpętania wojny, a my nigdy nie wiemy z której strony ona nadejdzie. Pławimy się w pokoju, którego wypadkową jest spokój, a on daje nam komfort jednocześnie rozleniwiając nas, czyni nas coraz słabszymi. Pamiętasz jak przebiegały egzaminy tutaj, w wiosce założonej przez wielkiego Hashirame w trakcie wojen?  -tutaj czarnowłosy Genin zrobił pauzę dając czas na odpowiedź, która jednak nigdy nie nadeszła- Wszystkie egzaminy były wtedy bardzo podobne, trudne, nie było w nich miejsca na lekceważenie rywala. Gdyby tak było, skutkiem byłaby porażka Konohy na wszystkich frontach, zostalibyśmy zgładzeni i zapomniani przez historię. Właśnie dzięki takim, a nie innym przebiegom egzaminów z er wojen byliśmy silni jak nigdy, za to teraz stajemy się słabi jak nigdy. Nie zrozum mnie źle, nie popadłem w skrajność i nie chcę egzaminów takich jak z Wioski Krwawej Mgły, nie chcę jednak egzaminów takich jak obecnie. -Sai swoim tempem wypowiadania słów, emocji im nadawanych, pewności co do słuszności każdego zdania wskazał tor dyskusji, całkowicie dominując nad Kakashim
- Zasady powiadasz... Może jestem śmieciem nie przestrzegając zasad egzaminu. Myślę, że nim jestem. Jednak tylko tacy śmiecie jak ja będą w stanie ochronić innych w trakcie niebezpieczeństwa. A co do mojej techniki... Jeśli z Fū wszystko będzie w porządku, a ja będę mógł walczyć w finale oraz jeśli ilość mojej chakry na to pozwoli, nie zawaham się wtedy użyć jej ponownie. Jako sędzia musisz być przygotowany na jej efekty.
Po zakończeniu swojej tyrady Sai patrzył na Kopiującego Ninja i już nie był pewien, czy komentarz o pokerowej twarzy z początku rozmowy był słuszny, gdyż jego mina nie wyrażała nic. Ani zdziwienia, zaskoczenia, szoku, niedowierzania, złości ani zrozumienia czy akceptacji wobec takiego sposobu patrzenia na świat, obrania właśnie takiej drogi.
-Mówiłeś że jest coś jeszcze oprócz możliwości zdyskwalifikowania mnie w przypadku śmierci kunoichi Takigakure. O co chodzi?
Synowi Białego Kła chwilę zajęło przestawienia się z analizowania poprzednich słów podopiecznego na skupienie się na jego obecnej wypowiedzi, jednak gdy już to zrobił, odpowiedź zdziwiła Saia
-Jeśli Fū umrze zostaniesz oskarżony o morderstwo oraz najprawdopodobniej skazany. Możesz nie przestrzegać zasad, ale zasady będą ci towarzyszyły w trakcie całego twojego życia. Pamiętaj -tu zrobił pauzę- każdy twój czyn niesie konsekwencje. Los odwdzięczy ci się jeśli będziesz robił coś dobrego, jednak jeśli będziesz postępował tak jak obecnie, fortuna nie będzie dla ciebie łaskawa.
Uznając rozmowę za zakończoną, Kakashi odwrócił się i zaczął kierować się do wyjścia z szatni. Chwytając za klamkę, zatrzymał się by dodać na koniec:
-Niezależnie od tego co się stanie z twoim ostatnim przeciwnikiem od teraz nie jestem już twoim nauczycielem, a ty moim uczniem-słowa wypowiadał ze spokojem, będąc całkowicie opanowanym i pewnym decyzji jaką podjął po usłyszeniu tak wielu gorzkich dla niego słów, teraz odwrócił głowę na bok, dając do zrozumienia, że ma jeszcze coś do dodania- od dziś jesteś prawdziwym Shinobi.
Pamiętam dzień, w którym został moim uczniem jakby to było wczoraj. Niski, wręcz chorobliwie chudy, ślepo podążający śladami innych jakby chciał zdobyć przyjaciół najkrótszą możliwą drogą. Był jak korona drzewa, chciał być na szczycie jednak nawet najmniejszy podmuch wiatru ruszał nim we wszystkie strony. Pokonał długą i wyboistą drogę, teraz stał się pniem podtrzymującym innych, podstawą świata Shinobi...
Hatake czuł dumę z postępów jakie poczynił jego uczeń i z uśmiechem na ustach kierował się w stronę pomieszczeń, które na stadionie pełniły rolę szpitala. Rozmowa z uczniem zajęła mu wystarczająco dużo czasu by medycy znali przyszłość Fū. Od tego zależała również przyszłość Saia. Zaprezentował wytrwałość, siłę, wytrzymałość i poziom ogólny godny minimum rangi Chunina. Wszystko sprowadza się do dwóch możliwość; albo będzie walczył w finale i ma niemałe szanse na zwycięstwo, albo zostanie oskarżony o morderstwo i osadzony w Zakładzie Karnym Konohy, wśród setek przestępców. Nie będzie mu łatwo biorąc pod uwagę fakt, że część z nich sam tam umieścił.
Dotarłszy na miejsce zobaczył zapalone czerwone światło tuż nad drzwiami sali operacyjnej, co oznaczało że walka o życie nadal trwa. Przeniósł wzrok na zegar ścienny wiszący nieopodal drzwi, wskazywał on 16:35, co oznaczało, że pozostało jeszcze 15 minut to podjęcia ostatecznej decyzji odnośnie finałów. Chcąc być pewnym, że będąc zbyt niecierpliwym nie zakończy egzaminów już po tym jak ktoś wyjdzie z sali ogłaszając dobrą lub złą nowinę postanowił usiąść na krześle i spokojnie poczekać, a dopiero po kwadransie wrócić na arenę.
Niestety, dla Shinobi rzeczy tak prozaiczne jak bezczynne siedzenie w poczekalni są równie trudne jak dla Kotetsu pilnowanie bramy głównej z otwartymi oczami. Z nudów zaczął oglądać i analizować otoczenie. Blado zielone ściany, żółty sufit, czarna podłoga i ciemno-brązowy zegar z kukułką? Kto to projektował?! No nic, idziemy dalej... Krzesła wyglądają całkiem ładnie, użyte brązowe drewno, proste cięcie bez zbędnych ozdób z beżowym, wygodnym obiciem prezentuje się bardzo dobrze! Chyba będę musiał kupić sobie takie do swojego mieszkania... Jedyna ładna rzecz tutaj, bo stolik znów jest w kolorze ścian, a na nim wazon w kolorze khaki z, o zgrozo, sztucznymi kwiatami... To miejsce bardziej przypomina dom pogrzebowy niż poczekalnie, w której powinienem czuć się odprężony. Jest tu wręcz strasznie, jakby elementy wybierali całkowicie przypadkowi ludzie, nie mający najmniejszego pojęcia o aranżacji budy dla psa, nie mówiąc już o mieszkaniu... Będę musiał o tym pogadać z Tsunade i to jak najszybciej, zanim ktoś siedzący na moim miejscu to wszystko zauważy i dostanie ataku serca...
Ponownie spojrzał w kierunku zegara na ścianie (który według niego wyróżniał się jak prostytutka w świątyni...) jednak zanim dostrzegł wskazówki usłyszał szczęk otwieranego zamka w tym samym momencie zrywając się na równe nogi i kierując spojrzenie w stronę otwieranych drzwi.
Jako pierwsza próg sali operacyjnej przestąpiła Tsunade-sama z widocznymi kropelkami potu na skroniach, które dobitnie określały jak wiele wysiłku włożyła w akcję reanimacyjną. Tuż obok wymęczonym krokiem szła Sakura, podtrzymując się swojego mentora by nie upaść na tą okropną podłogę z wymęczenia. Obie w tym samym momencie napotkały pytające spojrzenie Kakashiego, który najwyraźniej z nieznanych im powodów musiał jak najszybciej poznać efekt ich starań chcąc tuż po tym jak najszybciej uciec.



*****
Cóż mogę powiedzieć? Nowy rozdział miał się pojawić już w nowej szacie graficznej, jednak wykonanie szablonu jakie zleciłem przeciąga się w czasie. Szczerze mówiąc, zaczynałem się już czuć nieswojo przez te 2 miesiące bez żadnego wpisu... Myślę jednak, że szablon będzie wkrótce gotowy, a w każdym razie następny chapter pojawi się dopiero gdy otrzymam ten długo wyczekiwany szablon. Co do zakończenia to... Specjalnie to zrobiłem. Następny wpis zacznie się od opisania akcji medycznej dzięki której poznacie przyszłość Saia, później będzie walka... Dłuuugo czekałem na opis walki, więc będzie mnóstwo szczegółów i smaczków, to mogę wam obiecać :D Nie oceniajcie tego chapteru negatywnie tylko dlatego, brakowało w nim akcji (a przynajmniej nie było jej tyle co zazwyczaj) ponieważ moim zamierzeniem było przybliżenie postaci Kakashiego (obsesja na punkcie dekoracji wnętrz) oraz światopoglądu Saia. Wobec obu tych postaci mam całkowicie różne plany, ale jest jeden aspekt wspólny. Obaj będą znaczącymi postaciami w dalszej historii.
PS. Pamiętacie sparing między Saiem a Naruto gdy ten drugi przybył do wioski Liścia? A mianowicie fragment w którym Sai wygłaszał opinię na temat odbytego sparingu (już po jego zakończeniu)? Jeśli nie to wróćcie do chapteru 04. Nie bez powodu w Saiu nastąpiła tak diametralna zmiana ;)
PS2. Ogólnie radzę wam zwracać uwagę na takie szczegóły, ponieważ moje opowiadanie (a będzie ono dłuuuugie) będzie zawierało mnóstwo odnośników do poprzednich chapterów i rozdziałów, to dodaje mu smaczku. Lubię zwracać uwagę na szczegóły i odnosić się do tego co napisałem wcześniej, tak więc wnikliwi czytelnicy będą mieli ogromną frajdę gdy złapią się na czymś w stylu "PRZECIEŻ O TYM BYŁA MOWA W TYM I TYM ROZDZIALE, A TUTAJ ON POWIEDZIAŁ DO NIEGO TO I TO, A TERAZ WRACA DO TEGO WYCIĄGAJĄC WNIOSKI! (tak to mniej więcej będzie, zamierzam tylko nawiązywać do tego co pisałem wcześniej jednak nie będę tego robił wprost, a tylko nawiązywał tak więc często będziecie mogli trafić na 'drugie dno' wypowiedzi któregoś z bohaterów. Wyłapujcie je i dawajcie znać w komentarzach ;)

środa, 18 grudnia 2013

Rozdział 1- Egzamin: Finały

09. Egzamin: Finały

Sai vs. Fu



Walka trwała już od kilkudziesięciu minut i biorąc pod uwagę jej przebieg, nie wróżyła zbyt dobrze mieszkańcowi Konohagakure. Całe jego ciało było poranione od cięć kunaiem, prawe oko zdobił krwiak będący efektem kopnięcia przeciwnika, który skutecznie zmniejszał pole widzenia. Ubrania miał porozcinane w wielu miejscach, a koszulka na prawym ramieniu zwisała bezwiednie na resztce materiału. Najwięcej bólu jednak zadawała rana ciągnąca się od lewego barku, wzdłuż linii piersi, przez brzuch, aż do miejsca tuż poniżej pępka. Krew z niej cieknąca w pełni przemoczyła i przebarwiła spodnie, zostawiała również ślad gdziekolwiek czarnowłosy pozostał dłużej niż kilkanaście sekund. Nikt nie spodziewał się, że tak mała dziewczyna będzie miała na tyle dużo siły, by rzucać oponentem po arenie jak szmacianą lalką, rwąc przy tym ubrania jak kartkę papieru. Sai wyciągając ostatni shuriken, który utkwił w jego lewym przedramieniu niewyraźnie dla prawie wszystkich mamrotał coś pod nosem:
-To nie możliwe! Jak takie małe dziecko może być, aż tak silne?-nie dokończył zbierać myśli, gdyż Fu ponownie nacierała na niego, tym razem z zamiarem walki wręcz, jednak efekt był ten sam.
-Kurwa! Znów wykonuje zamach z prawej strony, jej pięść jest tuż przy mojej twarzy, zasłaniam się, a jednak zostaję uderzony tuż poniżej bloku, lub w ogóle z drugiej-lewej strony. Jak z czymś takim walczyć? Myśl! Myśl o tym co mówił Black!

[Retrospekcja]

-Całe szczęście, że znów nie muszę z tobą walczyć, co Black? -ironicznie skomentował wybór przeciwników, w którym miał się zmierzyć z Fu, z przyozdobionym chytrym uśmieszkiem na twarzy.
-Nie byłbym tego taki pewien Sai. W niej jest coś dziwnego. Sposób w jaki walczyła z Hinatą, blokowała jej najlepsze ruchy, mało tego, blokowała jej chakrę. Chakrę członkini klanu Hyuga.
-Przesadzasz. Ok, jest silna skoro ją pokonała, jednak to nic niezwykłego. Znasz moje umiejętności, nawet jeżeli pobieżnie, to wiesz że też pokonałbym Hinate.
-Posłuchaj mnie! Nie masz pojęcia o tym, jak silna może być. Wyczuwasz jej chakrę, prawda? Uważasz, że nie jest jej dużo, jednak ja wyczuwam, że jej chakraa jest... skondensowana, skupiona-próbował znaleźć odpowiednie słowo, które idealnie opisywałoby sytuację.- Ukrywa to przed nami. Przegrasz ten pojedynek, tego jestem pewien. To walka o coś innego. Przeżyj wystarczająco długo, żebym mógł się czegoś o niej dowiedzieć, wtedy dam Ci sygnał, a Ty się wycofasz. Tylko tyle mogę ci doradzić-ostatnie słowa Black wypowiedział o wiele ciszej, jednak pewność siebie, chłód i spokój z jakim to robił mogły przerazić każdego, kto przysłuchiwałby się tej rozmowie.
-Żartujesz sobie durniu?! Pieprzysz takie głupoty, że dochodzę do wniosku iż pokonałeś mnie przypadkiem. Nie zamierzam marnować na ciebie więcej czasu- wypowiadając te słowa ruszył w stronę środka areny, gdzie stał już uśmiechnięty i pewny siebie przeciwnik.

[Koniec retrospekcji]

Sai patrzył na swojego przyszywanego kompana z drużyny próbując odczytać z jego twarzy, czy ten już doszedł do jakiś wniosków. Niestety, wyglądało na to, że miał rację. Konoszanin był wyczerpany, energię wykorzystywał głównie na uniki, które jednak nie przynosiły najmniejszego skutku. Pojedyncze techniki jakie wykonał były jego najsilniejszymi gdyż widząc, że to tylko przeciwnik atakuje, musiał zareagować w odpowiednio potężny sposób. Dlatego właśnie jego chakra była również na bardzo niskim poziomie. Być może wystarczyłaby, żeby wykonać jedną, ostatnią technikę. Właśnie wtedy to do niego dotarło, to nie jest walka o zwycięstwo, ale o przeżycie, a on nie zadał przeciwnikowi jeszcze żadnych obrażeń. -Blondyn miał rację. Teraz moim zadaniem jest sprawienie, by Black Heart dostał jakieś wskazówki i być może wygrał z nią w finale. Tylko jak to zrobić, skoro jestem ciągle atakowany, prawie nie mam chakry, jestem wyczerpany, a moje uniki nic nie dają, nie wspominając już o atakach?
Następujące wydarzenia trwały zaledwie kilka sekund. Kilka sekund, które miały zdecydować o życiu lub śmierci.
-Mam już dość zabaw z tobą, kończmy to-Fu wreszcie się odezwała, śmiejąc się przy tym z wyższością oraz pogardą.-Nawet nic nie zauważysz- mówiąc ostatnie słowa mrugnęła w jego stronę powiekami. To było to. Naruto w tym momencie zrozumiał kim ona jest.
-Jeśli teraz na prawdę zamierza wykonać ostatni atak, nie skończy się to dobrze. Albo nic sobie nie robiąc z zasad egzaminu po prostu go zabije, albo zrani tak dotkliwie, że Sai spędzi najbliższy miesiąc w szpitalu, a następny poświęci na rehabilitację. -Kończąc swój wewnętrzny monolog dodał- Musimy coś zrobić, wiesz o tym...
-Od kiedy przejmujesz się życiem jakiegoś słabeusza Naruto?
-Wiesz, że nie interesuje mnie to co się z nim stanie ponieważ znasz mój, nasz plan. Nikt nie może go zmieniać bez mojej zgody.
-Skoro tak mówisz.... -jednak Naruto przerwał swojemu rozmówcy w połowie słowa.
-Kurama, czas działać. Połącz się z Chomei i zablokuj przepływ jej chakry. Mam nadzieję, że odrobiłeś pracę domową. Ostatnio nie skończyło się to dla mnie zbyt dobrze...
-Z tego co zauważyłem, to tobie więcej niż ostatnio czasu zajęło połapanie się, że ta kunoichi jest jinchruiki. W przeciwności do ciebie, ja podszkoliłem swoje umiejętności. Z resztą, to że nie dostrzegłem Hachibiego w B to tylko przypadek o którym obaj powinniśmy zapomnieć. Ale do roboty, co mam zrobić później?
-Gdy zablokujesz przepływ chakry Nanabi w Fu, połącz mnie z nią za pomocą podświadomości Biju. Tylko tyle.
Cała ta wymiana zdań między Naruto a Kuramą trwała zaledwie sekundę. Gdy ten pierwszy otworzył oczy, dostrzegł małą zmianę w zachowaniu nacierającej kunoichi. Jej tempo znacząco spadło, a oddech stał się cięższy, głębszy. Shinobi straciła lekkość i szybkość w poruszaniu się co było dowodem, że Kyubi zaczął już działać. Blondwłosy członek drużyny 7 ponownie przymknął powieki chcąc się skupić, na tyle by móc porozmawiać.
-Uważasz, że tylko ty jesteś potężna? A wiec jesteś w błędzie. Nie interesują mnie twoje pytania jak zdołałem zablokować chakrę twojego Biju, ani pytanie jak się teraz z tobą kontaktuję. Musisz wiedzieć jedno. To koleżeński egzamin i taki ma pozostać. Zmierzę się z tobą w finale, jednak oboje nie będziemy korzystać z mocy naszych bestii, a jeśli będziesz chciała zrobić małe show na arenie, stracisz rękę niezbędną do wykonywania pieczęci zanim ukończysz pierwszą z nich. Chcesz się przekonać kto jest silniejszy? Spotkajmy się równo za rok na małej polanie z jeziorkiem, ukrytej w lasach na północny wschód od Kirigakure. To koniec walki. Wygrałaś.
To była cała wiadomość, jaką Naruto chciał przekazać mieszkance Kraju Wodospadu. Sposób w jaki przemawiał, pewny siebie, jednocześnie zdystansowany i zimny powinien dać pozytywny skutek. Wystarczyło tylko, żeby teraz Sai się poddał. I tak nie miał żadnych szans na wygraną, a dzięki wstawiennictwu swojego partnera z drużyny przynajmniej przeżyje. Fu po usłyszeniu ostatnich słów w swojej podświadomości otworzyła oczy, które odruchowo zamknęła słysząc czyjś głos w swojej głowie zaczęła się rozglądać po arenie w poszukiwaniu osoby z którą rozmawiała. Jedna po drugim przeczesywała twarze obecnych, większość z nich wyrażała szok. Po części był on spowodowany ranami jakie zadała tak dobrze wyszkolonemu ninja Wioski Liścia, a po części ludzie dziwili się, że tak nagle przerwała atak. Wtedy dostrzegła puste błękitne oczy, które nie wyrażały w tej chwili żadnych emocji. Należały one do blondyna, którego rzucił jej się w oczy w trakcie jego walki z Orisuke- samurajem Kraju Żelaza. Przeszedł ją dreszcz, gdy dostrzegła że skupiają się one na jej osobie. To było dziwne, ponieważ do tej pory znała tylko dwie formy spojrzeń na nią. Albo mężczyźni przypatrywali jej się z błyskiem pożądania, podziwiając jej niesamowitą urodę, figurę oraz seksowny sposób poruszania się, albo ludzie przypatrywali się jej z przerażeniem. Twarz tych drugich przyozdabiała krew ich bliskich, gdyż Fu zabijała każdego dla zabawy. Wolno, tak żeby rodzina słyszała jęki, krzyki, błagania o śmierć bez bólu. Teraz zaciekawiona przypatrywała się nowemu sposobowi patrzenia się na nią. Niestety, Sai postanowił na swoje nieszczęście to wykorzystać, biorąc moment jej nieuwagi za znak od Blacka by mógł zaatakować.
-Idiota, miał się poddać. Po raz kolejny muszę uratować jego tyłek, a on mi za to nawet nie podziękuje... Wszędzie tylko słabi Shinobi nie mający o niczym pojęcia. Muszę mierzyć wyżej niż na stopień Chuunina. Zwrócą na siebie niezbędną uwagę do wykonania planu, a być może trafię również na kogoś, kto zadziwi mnie swoimi umiejętnościami.
Czarnowłosy widząc, że jego oponent nie jest skoncentrowany na walce, powoli położył zwój na ziemi w ciszy go rozwijając. Na pergaminie widniały wszelkiego rodzaju bestie.
-Ninpō: Kaizen sa reta Chōjū Giga!- na początek pod nogami zdezorientowanej i niczego się nie spodziewającej Fu pojawiło się stado węży, które skrupulatnie owinęło się wokół jej stół, wzdłuż łydek i ud, aż do pasa. Chwilę po tym, dwa pędzące w jej stronę tygrysy dotarły do celu unieruchamiając przeciwnika. Jeden z nich złapał w zęby jej obie ręce, wyginając je do tyłu, drugi natomiast chwycił głowę, ciągnąc ją w tył tak, że teraz mieszkanka Kirigakure no Sato była wygięta w łuk, nie mogąc wykonać jakiegokolwiek ruchu. W tym samym momencie w jej stronę ruszyły myszy chowające się w każdym zakamarku ubrania, pijawki, których zadaniem było przebić ciało oponenta oraz duża liczba wybuchowych ptaków.
-To już koniec. Nie uciekniesz, gdyż każda bestia jest pełni rolę jednocześnie wybuchowej notki, jak i techniki pieczętującej. Miałem być w stanie krytycznym po tej walce, a teraz jej losy się odwracają...- przed sfinalizowaniem techniki dostrzegł jeszcze uśmiechniętą twarz przeciwnika- Katsu!-ogromna, postępująca eksplozja wstrząsnęła całą areną w tak wielkim stopniu, że pojawiły się liczne pęknięcia na monumentalnych wręcz ścianach stadionu.  Widzowie którzy nie spadli z miejsc po pierwszym trzęsieniu ziemi, zrobili to po wstrząsach wtórnych. Jedynie dwójka Kage pozostała na swoich miejscach niewzruszona, po jakimś czasie strzepując z szat kurz który unosił się nad areną. Miny wszystkich wyrażały niedowierzanie. Coś takiego nie powinno mieć miejsca na egzaminie, tak potężna technika bez najmniejszych problemów zabiłaby niejednego Jōnina, nie wspominając o Geninach, a to przecież oni brali udział w egzaminie. By formalności stało się zadość, a wiec by zdyskwalifikować Sai za zabicie przeciwnika, sędzia musiał poczekać, aż kurz opadnie w pełni, ukazując pełnie tej masakry.
Cały stadion spowiła grobowa cisza, żaden z widzów nie odzywał się ani słowem, Kage milcząc wpatrywali się w miejsce wybuchu z minami nie wyrażającymi żadnych emocji, Tsunade ponieważ widziała bardziej brutalne sceny na 3 Wielkiej Wojnie Sinobi, a Gaara ponieważ mając w sobie Biju był przyzwyczajony do makabrycznych widoków. Po kilku minutach dym, kurz oraz piasek opadły ukazując leżącą na ziemi Fu. Nadal oddychała, lecz bardzo nierówno. Jej ciało, a raczej tułów spowite było czarną spalenizną oraz głębokimi ranami, z których Kakashi chcąc sprawdzić czy żyje mógł dostrzec wystające kości. Prawe ramie leżało nieopodal reszty ciała, urwane w połowie między barkiem a łokciem, lewe natomiast było całe, jednak nie można było tego samego powiedzieć o dłoni u której nienaruszony pozostał zaledwie palec wskazujący. Cała reszta była albo połamana, albo bezwiednie zwisała zawieszona na resztkach skóry. Z nogami było tylko niewiele lepiej. Stopa prawej nogi była nienaturalnie wykręcona z wystającą kością, tylko na lewej nie można było dostrzec żadnych obrażeń. Ubranie było całkowicie spalone, nie zakrywało żadnego fragmentu zmasakrowanego ciała. Nie było wiadome jaki widok był gorszy. Widok nagiego ciała kobiety, bezbronnej, zdanej na pastwę losu, czy może widok urwanych i połamanych kończyn oraz niezliczonych ran. Sekundę po ogłoszeniu mimo wszystko Saia zwycięzcą przy umierającej Fu zjawili się najlepsi medyczni ninja na czele z Hokage oraz jej podopieczną- Sakura, chcąc zatrzymać przepływ krwi zapobiegając wykrwawieniu się oraz zasklepić rany, nawet jeżeli oznaczało to brak ręki w przyszłym, wątpliwym teraz życiu.
Kilkunastu widzów o słabszych nerwach lub żołądkach opuściło stadion, nie mogąc przebywać w takim miejscu ani minuty dłużej. Egzaminy utraciły w pewnym sensie swą magię pięknego widowiska, które mogły oglądać również dzieci. Tegoroczny egzamin zaczął ujawniać pokolenie Shinobi, które miało nie przebierać w środkach byleby osiągnąć cel. Takie były odwieczne zasady Shinobi- wykonanie zadania ponad wszystko. Pytanie które rozbrzmiewało w głowie jednego, jedynego tylko człowieka pędzącego właśnie w stronę stadionu odczuwała nawet natura. Wszystkie zwierzęta chowały się do swoich nur, jam, jaskiń, dziupli uciekając przed chłodem bijącym od tego człowieka. Pytanie w jego głowie brzmiało: "Jaka będzie jego reakcja gdy dowie się prawdy?"...



*****
Rozdział pisałem długo, wiem o tym. Wbrew pozorom powodem nie był brak weny, ponieważ dopiero (w pewnym sensie) kończę wprowadzenie do historii. Akcja rozwija się coraz szybciej, jednak jeszcze szybciej zbliża się dramatyczny koniec Rozdziału 1. Tak więc o wenę nie musicie się obawiać, a raczej o swoją cierpliwość ;)
Ps. Z okazji dzisiejszych urodzin życzę sobie równie rozwijającego roku jak ten ostatni, żeby praca sprawiała mi równie dużo radości oraz żebym wygrał zbliżające się powoli Mistrzostwa Europy Barmanów. Dołączycie się? :D
Ps2. Nie odpowiem kim jest pędząca w stronę Wioski Ukrytej w Liściach postać. Wam pozostawię domysły czy to jest Madara, Shawn, Sasuke, Kabuto, Obito(Tobi), Pain, Itachi czy może bohater stworzony przeze mnie od podstaw.
Do usłyszenia w komentarzach!

poniedziałek, 18 listopada 2013

Rozdział 1- Egzamin: Finały

08. Egzamin: Finały

Black Heart vs. Orisuke

-Black-zaczął niepewnie Sai- kim ona jest? I do cholery, jakim cudem pokonała Hinatę, która jest na takim samym, jeśli nie wyższym poziomie ode mnie?!
-Wyczułem w niej coś dziwnego, jej czakra... coś mi przypomina.
-Co masz na myśli?
-W tej Fu jest coś dziwnego, zbyt łatwo pokonała członka klanu Hyūga. Ponadto zastanawia mnie jedna rzecz. Gdy Hinata broniąc się przed lecącymi w jej stronę shurikenami zastosowała obronę doskonałą- Hakkeshō Kaiten- została ona rozproszona.
-A nie było to wynikiem braku chakry? -wtrąciła się Sakura. Na to pytanie blondyn zareagował pełnym politowania spojrzeniem skierowanym prosto na nią.
-Otóż nie, co innego gdyby to był długi i wyczerpujący pojedynek, a to był zaledwie jego początek. To tak, jakby czakra Fu zakłóciła przebieg czakry Hakkeshō Kaiten, mimo że ta była oddalona od niej o kilkadziesiąt metrów... No nic, został już tylko jeden pojedynek. -W tym momencie Hokage Wioski Liścia wyczytała imię jego, oraz Orisuke.-Na mnie już czas.
Naruto spokojnym przy tym pewnym siebie krokiem ruszył w stronę środka areny gdzie już znajdował się sędzia. Wiatr który przybierał na sile, tworząc jednocześnie chmury burzowe, wprawiał w ruch leżące na Geninie ubranie. Czarne buty sięgające do kostki zostawiały ślad na piaskowej nawierzchni stadionu, jednak były one już po chwili zacierane przez wirujące w powietrzu ziarenka piasku. Miał również na sobie ciemno-granatowe spodnie i koszulkę tego samego koloru. Całość uzupełniała kamizelka nie należąca do standardowego wyposażenia Shinobi. Była w czarnym kolorze, nie miała żadnych kieszeni na dodatkowy ekwipunek, jak te które nosili choćby Jōnini. Razem z białą opaską na broń, która znajdowała się na udzie stanowiła kontrast dla całości ubrania, zarówno w kolorze, jak i doborze części garderoby. Doszedłszy już na środek areny dostrzegł jego przeciwnika nadal nie ma. Chcąc go odnaleźć skierował wzrok na miejsca, które zajmowali goście honorowi. Orisuke rozmawiał jeszcze ze swoim przełożonym, Mifune. Chcąc wykorzystać chwilę czasu na przemyślenie taktyki rozejrzał się po arenie. Na jej północnym krańcu znajdowało się kilka dużych rozmiarów drzew, które miały służyć za schronienie dla wyczerpanych walką Shinobi oraz na zaplanowanie następnego ruchu. Wokoło nich piasek zastąpiła świeża i zroszona trawa, której źdźbła delikatnie kołysały się pod wpływem wiatru.
W czasie gdy jeden z uczestników ostatniego pojedynku obserwował arenę, Gondaime Hokage dała znać sędziemu, że pojedynek rozpocznie się za 5 minut. Wyrwany z zamyślenia informacją sędziego odnośnie walki, Balck Heart spojrzał ponownie w stronę loży honorowej. Samuraja który miał być jego przeciwnikiem już tam nie było. Odczekawszy kilka minut pojawił się on przy wschodnim wejściu na arenę ubrany w zbroję którą nosili wszyscy wielcy wojownicy Kraju Żelaza. Oprócz czarnych butów była ona cała w kolorze srebrnym. Przy jego lewym boku znajdowała się katana. Sam pokrowiec wyglądał na drogocenny, przez co bez problemów mógł wywnioskować, że broń będzie bardzo ostra i wytrzymała. Jakby tego było mało, zbroje samurajów zbudowane są tak by pochłaniać chakrę Shinobi. Miało to być swoistym zabezpieczeniem, przed nierównymi pojedynkami z wojownikami posługującymi się technikami ninja. Fakt, że ostrze może być zrobione z tego samego materiału co pancerz nie będzie ułatwiał walki. Nawet jeśli wzmocnię moją broń chakrą, ta katana ją pochłonie. Oczywiście, nie miałaby ona szans z kilkoma moimi niespodziankami, jednak nie mogę ich tu ujawnić... Obaj wojownicy znajdowali się już na środku piaszczystej areny, tuż obok sędziego, który tłumaczył klarowne zasady walki, po czym pozwolił na jej rozpoczęcie.
-Nie znam Cię i nie wiem na co mogę sobie pozwolić w tym pojedynku. Zgodnie z zasadami, nie mogę Cię zabić-samuraj tuż przed atakiem zachowawczo poinformował przeciwnika
-Zrób wszystko żeby mnie pokonać. Właśnie po to walczymy! -w oczach Black'a można było dostrzec w tej chwili wiele uczuć. Od determinacji, przez pewność siebie, aż po przyjemność z tego co nadciąga. Wyglądało to tak, jakby czerpał on satysfakcję z pojedynku, jakby to... lubił?
Atakując kataną, samuraj mierzył precyzyjnie, każde cięcie miało konkretny cel. Wszystkie jego ruchy były płynne i bardziej mogły przypominać taniec niż prawdziwą walkę. Cięcie z lewej do prawej, od dołu, obrót wokół własnej osi i pozorowanie ponownego cięcia z prawej strony do lewej w rzeczywistości jednak tnąc w odwrotnym kierunku. Każdemu zamachowi towarzyszyło wdychanie powietrza nosem, a każdemu cięciu wypuszczanie go ustami. W trakcie walki Orisuke oddychał przeponą, co pozwala szafować siłami tak, by bez problemów wytrzymać kilkugodzinny pojedynek. Kontrola nad oddechem była ważną sztuką, którą każdy samuraj musiał opanować. Krążyły plotki, że Orisuke nie miał sobie równych w tej dziedzinie. Naruto słyszał jak ludzie opowiadali historie, że egzamin konkretnie dla tego samuraja z kontroli oddechu polegał na wcześniejszym rozwścieczeniu 5 skorpionów, wypuszczając je później na klatkę piersiową mieszkańca Kraju Żelaza. Gdy już zostały wypuszczone, zaczęły wściekle walczyć między sobą, co chwila używając jadowitego ogona do ataków. Podobno uśpił je wszystkie, zaledwie po 3 minutach od uwolnienia ich. Dlatego teraz tak idealnie kontrolował oddech i pomimo wykonania już kilkudziesięciu cięć, był spokojny, opanowany i wypoczęty, jakby dopiero wszedł na arenę.
Co ciekawe, pośród tylu ciosów wykonanych przez samuraja, jego przeciwnik uniknął ich wszystkich. Sposób w jaki się poruszał był doprawdy zdumiewający. Wszyscy zgromadzeni na arenie z zapartym tchem obserwowali walkę. Panowała absolutna cisza tak, jakby byli w teatrze i oglądali balet zamiast pojedynku na, co bardzo możliwe, śmierć i życie.
Wyglądał on jakby był z góry wyreżyserowany. Płynne cięcia jednego z najlepszych samurajów na świecie oraz uniki jego przeciwnika. Wydawać by się mogło, że Black Heart zna cały przebieg walki, że już ją kiedyś stoczył, że zna każdy następny ruch rywala. Unikał cięć całym ciałem, jeżeli następny atak miał być zadany z prawej strony, on już wcześniej robił krok w tył, by zaraz potem odskoczyć w bok unikając ciosu zadanego od góry. Zrobiło to wrażenie nawet na Orisuke, który był zdezorientowany umiejętnościami chłopca.
-Zamierzasz przez cały pojedynek robić tylko uniki?!- z wyrzutem i podniesionym głosem zwrócił się w stronę przeciwnika
-Bardzo chętnie zacząłbym atakować, jednak nie pozwoliłeś mi nawet dobyć broni zasypując mnie taką ilością ciosów
-W trakcie walki nie będziesz miał na to czasu!
Ruszył na przeciwnika w celu zalania go kolejną falą cięć kataną, jednak ten tym razem dobył broń z kabury przyczepionej na udzie. Wyciągając ją przed siebie w prawej dłoni, lewą ręką wykonał jakąś pieczęć, po czym przejechał dwoma palcami, środkowym i wskazującym, po płaskiej strony kunaia wydłużając go za pomocą chakry do długości równej katanie.
Orisuke tym razem wykonał pchnięcie swoją bronią, na co Black błyskawicznie zareagował. Chcąc odbić atak za pomocą kunaia wydłużonego chakrą, uderzył w broń przeciwnika z prawej strony. Efektem tego był wręcz ogłuszający szczęk metalu oraz kilka pojedynczych iskier, które wydobyły się ze zderzonych ze sobą broni. Orisuke nie pozwolił by jego katana odleciała na bok tym samym unieskuteczniając jego atak i zwiększył nacisk na rękojeści swojego miecza. Przez krótką chwilę siłowali się ze sobą i wyraźnie widać było, że to samuraj jest górą w tym małym 'pojedynku'. Jego broń nieuchronnie zmierzała w kierunku ciała Naruto i wtedy stało się to, czego oczekiwał po broni samurajów. Ostrze katany zsunęło się z klingi kunaia na wydłużone ostrze stworzone z chakry momentalnie ją pochłaniając. Broń samuraja dotarła do celu. W momencie zetknięcia się ostrza z ciałem przeciwnika, wykonał on cięcie tak, by powiększyć ranę. Zraniony Black Heart odskoczył do tyłu, łapiąc się wolną ręką za zakrwawione miejsce na ubraniu.
-Shimatta! Muszę go czymś zająć i wyleczyć tą ranę. Wiedziałem, że jego broń pochłonie chakrę na takim poziomie. Mogę ujawnić tylko część moich możliwości, a jednocześnie muszę go pokonać. Jestem Geninem, ich umiejętności pozwalają opanować tylko jeden żywioł chakry, więc i ja muszę się ograniczać do jednego. W następnym ruchu będzie chciał mnie wykończyć, a żeby to zrobić będzie musiał posłać cięcia w powietrzu, podobne do tych wiatru. Skoro będzie używał wiatru, ja użyję ognia. Chyba że...-pomysł na jaki wpadł momentalnie przerwał jego wewnętrzny monolog.
Black w tym momencie sięgnął do sakiewki umiejscowionej przy pasie na plecach wyciągając małą, czarną kulkę. Uśmiechając się pod nosem, rzucił ją na ziemię, w połowie drogi między nim, a jego przeciwnikiem. Po kilku sekundach cała arena spowita była szarym, krztuszącym dymem. Na szczęście dla widowni wiejący wiatr sprawiał, że dym nie poderwał się w górę, docierając do nich. Jednak jako, że samuraj miał maskę, nie zdało się to na wiele, aczkolwiek Black spełnił swoje założenie. Nie planował zatruć przeciwnika, tylko odwrócić jego uwagę na tyle, by móc uciec w stronę drzew i tam wyleczyć swoje rany medycznym jutsu.
Gdy po kilku minutach dym otulający cały plac boju zaczął powoli opadać oczom widzów ukazały się dwie sylwetki . Pierwsza klęczała na jednym kolanie, pięścią dotykając ziemi, w pozycji oczekiwania na wyrok. Jego przeciwnik stał tuż obok oburącz trzymając miecz z ostrzem tuż przy szyi rywala. To był koniec walki.
Zdezorientowanie jako można było wyczytać na twarzach osób zgromadzonych na stadionie było nie do opisania. Nie mogli uwierzyć, że tak wyrównana walka pomiędzy dwoma wojownikami wręcz tańczących w trakcie pojedynku zakończyła się tak szybko. Ostatni, silny powiew wiatru ukazał zwycięzce i przegranego. Dym znikł z pola areny. Jak na ironię, zdziwienie widzów powiększyło się jeszcze bardziej...

[Retrospekcja]

Samuraj spokojnie czekał na opadnięcie dymu myśląc zarówno o przeciwniku i o tym jak może zaatakować, oraz o tej małej i niepozornej kulce, która miała w sobie tak wielką moc. Przemyślenie przerwał mu oddech przeciwnika, będącego tuż przy jego uchu. -Jakim cudem znalazł się przy mnie tak szybko? Nawet nie zdążyłem zarejestrować jego ruchów, wibracji w podłożu, ani świstu przecinanego powietrza!
Black leczył swoje rany nie tylko ze względu na obecny pojedynek. Musiał być w pełni przygotowany na nadchodzące walki, szczególnie jeśli będzie musiał zmierzyć się z Fu, o której nie wiedział nic, a to była idealna okazja by wrócić do pełni zdrowia. Gdy już jego rana zniknęła pod wpływem medycznej techniki, miał już plan na resztę walki. Ruszył na przeciwnika z niesamowitą prędkością. Nie był to zwykły bieg, ponieważ dystans około 100 metrów pokonał w niespełna sekundę. Użył żywiołu wiatru, który i tak wiał na stadionie, a ten przeniósł go z zawrotną szybkością, nie wywołując przy tym żadnego hałasu. Była to bardzo przydatna technika wykorzystania otaczających go żywiołów. Przykładowo przy wietrze arsenał jego technik Fuuton poszerzał się przybierając jednocześnie na sile. Podobnie rzecz się miała w trakcie deszczu, wtedy techniki z rodziny Suiton były silniejsze.
Znajdując się już przy przeciwniku wyszeptał mu do ucha:
-Kodeks Samuraja zabrania mu zdradzać siłę przeciwnika, prawda? -nie czekając na odpowiedź dodał -Przy tak ograniczonej dla widzów widoczności, mogę Ci w pełni pokazać swoje umiejętności. Twoja katana, zmierza do nas podmuch wiatru ze wschodu, wytrąci Ci ją z rąk.-po chwili Orisuke dostrzegł przed sobą wiatr, który co dziwne, przybrał formę człowieka z długimi do pasa włosami oraz w szatach swobodnie opadających w dół. Wytrącił mu broń z ręki, jednak ta nie poleciała gdzieś w bok, tylko unosiła się na wietrze trafiając wprost w dłoń Black Heart'a, -Pamiętasz jak Twoja broń zaabsorbowała moją chakrę?-kontynuował beznamiętny, zimny szept -Ciekawi mnie jak poradzi sobie z tym...-Naruto zaczął lewą-wolną ręką formułować pieczęcie, wypowiadając przy tym słowa techniki -Katon-Ken! Doton-Ken! Suiton-Ken! -Orisuke z przerażeniem patrzył na techniki jakimi posługiwał się jego przeciwnik. Na początku srebrny miecz ogarnęły płomienie, których sam widok przekonywał, iż byłyby w stanie spalić całą wioskę. Później do ognia dołączył się element ziemi, który po połączeniu stworzył element lawy, a jej stróżki zamiast zastygnąć w bezruchu, przesuwały się, spływały po katanie. Jednak wszystko to ustało po dodaniu elementu wody, zamienionego w wodną chakrę. Z miecza wydobywała się para, która nie pozwalała na początku dostrzec finalnego efektu. Chwilę później oczom samuraja ukazał się najpiękniejszy miecz, jaki kiedykolwiek widział. Był on również przekonany, że jest to jednocześnie najlepiej wykonany, najostrzejszy oraz najbardziej wytrzymały miecz, z ostrzem zdolnym ciąć mury obronne. Klinga była cała czarna, połyskująca w nikłych promieniach słonecznych dzisiejszego dnia. Wydawało się, że ostrze jest w stanie przeciąć zanim jeszcze dotrze do celu.

[Koniec retrospekcji]

Tak oto na środku areny klęczał bezbronny, pozbawiony swojego miecza samuraj, sam wielki Orisuke pokonany przez podrzędnego Genina, na dodatek przed chwilą jeszcze rannego. Zwycięzca w prawej dłoni trzymał katanę przystawioną do gardła przeciwnika, natomiast lewą ręką wykręcał ramię wroga, uniemożliwiając jakikolwiek ruch, który nie skończyłby się jego śmiercią. Po stadionie przechodziły szmery, w których wyraźnie dominowały pytania "Co się właśnie stało?" "Widziałeś coś?" oraz "Jak on to zrobił?"
Sędzia pojedynku miał szeroko otwarte oczy będąc zszokowanym tym co właśnie zobaczył. Jako że jego powinnością było ogłoszenie wygranego, wypuścił nieświadomie zebrane w płucach powietrze mamrocząc do samego siebie "To koniec walki, koniec". Dojście do siebie zajęło mu dosłownie moment i donośnym głosem oznajmił, że to Black Heart, mieszkaniec Wioski Ukrytej w Liściach jest zwycięzcą pojedynku.
Słysząc te słowa Naruto odsunął ostrze od szyi wroga w niedawnej walce, po czym zwinnym ruchem przemieścił się zza pleców przed jego oblicze, nie puszczając ręki. Pomógł mu podnieść się z kolan, a gdy już stali na równi sobie wyciągnął miecz w jego kierunku
-To Twój miecz, proszę- samuraj wziął wyciągniętą w jego kierunku broń, po czym znów uklęknął, kładąc ją na obu rękach skierowanych w stronę przeciwnika, symbolizując tym samym prezent
-Wraz z tym mieczem powierzam tajemnicę o Tobie i Twojej sile. Dopóki będziesz żył, ja będę trzymał wszystko w sekrecie.
-Chciałbym go przyjąć, jednak katana jest duszą samuraja. Można odebrać ją tylko w jeden sposób, a ja nie mogę Cię zabić
-Nie. Ofiaruję Ci ją jako znak Twojej wyższości nade mną. To moja własna droga Samuraja, tak jak Ty masz własną drogę Shinobi.
Słysząc te słowa Black ukłonił się nisko na znak szacunku jednocześnie przyjmując katanę. Z uśmiechem powiedział:
-Arigato. Wstańmy i pozwól mi unieść Twoją dłoń w górę na znak szacunku. Tylko w ten sposób mogę się odwdzięczyć. -Już po chwili słyszeli skandujący ich imiona tłum, który był szczęśliwy móc obejrzeć taka walkę, która jednak była tylko sparingiem. Nikt nie zginął, mimo walki na śmierć i życie, a na koniec zobaczyli tak wielki gest szacunku.
-Teraz wiem o co Ci chodziło Sensei...-przemknęło przez myśl Kakashiemu, który wspominał słowa mistrza o przyjacielskich pojedynkach. -Walczyć z całych sił, jednak być na tyle silnym by zdobyć się na taki gest.
Kapitan drużyny 7 stojąc tuż za Orisuke i Black Heart'em zbliżył się do drugiego z nich szepcząc tak, że tylko on mógł to usłyszeć
-Hokage-sama powinna wiedzieć, że w drużynie jest tak potężny Shinobi, nie sądzisz?
-Boisz się o swoją pozycję lidera? Uprzedzając twoją reakcję, wszystko w swoim czasie.
Tymczasem w loży honorowej odbyła się krótka konwersacja pomiędzy zebranymi
-Nieczęsto można obejrzeć tak interesującą walkę, która kończy się takim gestem -Kazekage zwrócił się zarówno do władcy Konohy jak i Kraju Żelaza.
-Drogi Shinobi i Drogi Samurajów...-zaczęła rzewnym tonem Tsunade, lecz siedzący obok Mifune nie pozwolił jej skończyć
-...Splatają się ze sobą- dodał natychmiast- wprawiając zebranych w stan zadumy.


*****
Cóż, mam nadzieję, że obecny chapter przypadł wam do gustu. Z dokładniejszym opisem walk umyślnie czekałem do "walki wieczoru" czyli tej, której uczestnikiem jest Black Heart. Wyjaśniam, że opis pojedynku Hinaty z Fu się nie pojawi i jest to celowy zabieg, który nie oznacza, że nie chce mi się jej opisywać :P Wbrew pozorom, czytam wszystkie zamieszczane komentarze i wyciągnąłem wnioski. Zwiększyłem nacisk na opis walk, ubrań, oraz skutków ich kontaktu z broniami oraz technikami jutsu, oraz zacząłem wprowadzać opisy otoczenia, które w Rozdziale 2 będą jeszcze bardziej rozwinięte z pewnego powodu :D
Jeśli macie jakieś sugestie, krytyczne komentarze, piszcie je śmiało, w końcu to przez nie uczę się najwięcej.
PS. Co nie znaczy, że nie lubię czytać tych bardzo pozytywnych :)
Do usłyszenia niżej.

wtorek, 12 listopada 2013

Rozdział 1- Egzamin: Finały

07. Egzamin: Finały

Konohamaru Sarutobi vs. Moira Inami




Piąta Hokage wstała ze swojego tronu, zlokalizowanego w Loży Honorowej. Po jej prawej stronie Znajdował się Kazekage oraz Mifune, natomiast po lewej Shibuki, którzy teraz szepcząc między sobą, typowali kto zmierzy się w następnym pojedynku.
-W drugiej walce dzisiejszych finałów zmierzą się- mieszając ręką w naczyniu chcąc losowo przydzielić zawodników Piąta powoli wyciągnęła kartkę- Konohamaru Sarutobi oraz-ponownie losując- Moira Inami! Niech zawodnicy Konoha no Sato oraz Sunagakure no Sato wyjdą na środek areny! -Po wybraniu pary następnej walki wróciła z uśmiechem na swoje miejsce, chcąc się przekonać o obecnych możliwościach wnuka swojego Senseia.
-Znacie regulamin-zaczął Kakashi- walka kończy się omdleniem jednego z was, poddaniem walki lub dyskwalifikacją w przypadku zabicia przeciwnika. A teraz pokażcie wszystkim zgromadzonym uczciwy i godny finałów pojedynek! Zaczynajcie!
-Na początek chcę Ci coś oznajmić- zaczęła kunoichi Kraju Piasku- ta walka ma tylko jedno zakończenie. Jest nim moje zwycięstwo!
-Nie powinnaś być tak pewna swoich umiejętności, jeszcze przed zaprezentowaniem swoich technik.
-Przyjrzyj się mi, a dojdziesz do wniosku jaki jest mój styl walki. Wtedy powiem Ci dlaczego jesteś skazany na przegraną.
Konohamaru zaczął przyglądać się swojemu przeciwnikowi, chcąc zdobyć jak najwięcej informacji, które później przydadzą mu się w bitwie. Nie było potrzeby zwracać uwagi na wygląd, dlatego skupił się na wyposażeniu. Miała na sobie suknię o ciemnobrązowym kolorze, która sięgała aż do ziemi, podobnie jak rękawy, który były dłuższe od rąk i wystawały poza ich granice. Materiał był rozcięty z boku uda i ciągnął się od stóp do połowy ud. Strój od piersi w górę był koloru w kolorze pożółkłej bieli, a ciemne, długie włosy spięte były brązową opaską. Coś mu ten strój przypominał i wtedy to dostrzegł. Powiew wiatru sprawił, że rozcięcie w sukni się poszerzyło ujawniając opaskę na udzie. Nie byłoby to nic niezwykłego, w końcu każdy Shinobi posiada dodatkowe wyposażenie w tym miejscu, jednak na białej opasce z bandaży dostrzegł ten znak. Czarny romb, w środku którego znajdował się skorpion w tym samym kolorze.
-Niemożliwe...
-Za późno na strach, ale masz rację. Zmierzysz się z byłą uczennicą Sasoriego, z genialnym dzieckiem-lalkarzem. Teraz już wiesz, dlaczego w tym pojedynku jesteś przegranym.
-ha...hahaha-młody Sarutobi zaczął się śmiać słysząc te słowa.
-Czy to powód do śmiechu?
-Proszę, przypomnij mi z kim walczysz?
-Jeśli mnie pamięć nie myli, nazywasz się Konohamaru Sarutobi, tak przynajmniej przedstawiła cię Hokage.
-Zgadza się. W czasach gdy twój mistrz mieszkał jeszcze w Wiosce, Sunagakure była najpotężniejszą wioską, ale te czasy minęły, to się zmieniło. Jestem Kohonamaru Sarutobi! Wnukiem Sandaime Hokage, który pokazał całemu światu czym jest Wola Ognia. Myślisz, że poddam się i ośmieszę tym samym moją wioskę? Zaczynajmy pojedynek, widownia czeka już zbyt długo.
Jako pierwsza swój atak wyprowadziła podopieczna Sasoriego, wyrzucając w górę 4 kunaie. Gdy te były w powietrzu doczepiła do nich nici chakry błyskawicznie wyprowadzając atak na wszystkie kończyny przeciwnika, celem osłabienia jego możliwości. Wszystkie kunaie dosięgły celu, lecz Moira nie była zdziwiona tak łatwym przebiegiem walki, wiedziała, że atak wyprowadzony w takim tempie jest niemożliwy do zablokowania przez zwykłego Genina. W tym samym momencie została z dużą siłą kopnięta od tyłu i poleciała wprost na konar drzewa, który był wynikiem techniki Kawarimi no Jutsu.
-Eghh...-zdenerwowana wycedziła z irytacją przez zęby wstając i otrzepując się z kurzu- to nie wystarczy, żeby mnie pokonać!
-Ale wystarczy, żebyś zaczęła traktować tą walkę na poważnie.
Inami ponownie zaatakowała jako pierwsza, tym razem używając dwóch kunaiów z przyczepioną do nich własną chakrą. Młody Sarutobi postanowił odbić je za pomocą rzuconych shurikenów, jednak tym razem atak przeciwnika różnił się od poprzedniego. Gdy kunaie były tuż przed bronią rzuconą przez wnuka Hokage, nagle zmieniły tor lotu omijając obronę wroga. Tym razem obrona za pomocą Kawarimi no Jutsu nic by nie dała, gdyż mieszkanka Suny mogłaby ponownie zmienić tor lotu swojej broni. Genin Wioski Liścia musiał natychmiast coś zrobić- Kaiten Shuriken!- tak wzmocnione naturą czakry shurikeny bez problemów przecięły nici czakry przyczepione do kunaiów, które po chwili lotu opadły na ziemie. Z widowni można było usłyszeć dźwięki wyrażające aprobatę z faktu, że Genin opanował naturę wiatru. Ze szczególnym zaciekawieniem oraz zainteresowaniem wymalowanym na twarzy, walkę obserwował blondwłosy Genin- uczestnik dzisiejszych walk finałowych.
Tymczasem walka przeniosła się na starcia bezpośrednie. Obaj przeciwnicy byli dość sprawni w Taijutsu, wymieniając co chwilę ciosy. Duża część z nich dochodziła do celu, jedynie część była blokowana. Zapewne taki stan rzeczy spowodowany był tym, że na tym poziomie umiejętności młodzi Shinobi nie potrafili skupić się jednocześnie na ataku i obronie. Trwało to kilka minut powodując niemałe zmęczenie dwójki zawodników, żadne z nich nie uzyskało przewagi, nie licząc ciosu zadanego przez Konohamaru już na początku walki.
-Narakumi no jutsu!- użytkowniczka stylu marionetek użyła Genjutsu w idealnym momencie. Prowadząc walkę bezpośrednią, Sarutobi by odczytać jej ruchy był zmuszony patrzeć jej prosto w oczy, przez co technika musiała zadziałać.
-Tsunade-sama, nie sądzisz, że to preludium końca walki dla wnuka Sandaime Hokage? -Obserwując postęp walki na arenie Kazekage Gaara, skierował swój wzrok w prawą stronę.
-Rozumiem, że nie wiesz zbyt dużo o dziedzictwie Hokage w Wiosce Liścia?
-O czym? Zaciekawiłaś mnie, kontynuuj proszę. -Nawet na twarzy kogoś tak opanowanego jak Gaara można było dostrzec entuzjazm wobec tego, czego mógł się dowiedzieć.
-Mój drogi Kazekage- zaczęła- każdy Hokage tej wioski miał swój indywidualny styl walki, wiesz o tym. Podstawowym kryterium wyboru następnego Hokage są więzy krwi. Na początek rozpatruje się kandydatury osób, które są spokrewnione z poprzednim władcą wioski. To wiedzą wszyscy, którzy prześledzą drzewo genealogiczne Hokage. Jednak w przypadku, gdy osoba spokrewniona z byłym Kage Wioski Ukrytej w Liściach jest zbyt słaba, by być rozpatrywana jako kandydat, otrzymuje w swoistym spadku prywatne techniki, których opanowanie pozwoli im na bycie pretendentem w następnych wyborach. To w pewnym sensie zabezpieczenie, dbanie o ciągłość siły w wiosce. Konohamaru był zbyt słaby by przedstawić jego kandydaturę, w rzeczywistości to tylko genin. Jednak nie powinieneś lekceważyć osoby, która dysponuje technikami Hiruzena Sarutobiego...
Po wysłuchaniu tego monologu, Gaara na powrót ubrał beznamiętne spojrzenie kierując swój wzrok na dwójkę walczących między sobą Shinobi. Moira szła w kierunku leżącego na ziemi i zdruzgotanego przywołanymi wizjami Konohamaru, będąc pewną zwycięstwa.
-Mówiłam ci już, nie jesteś w stanie mnie pokonać. Pora to zakończyć, albo nie będę miała sił w następnej walce.
Nie chcąc marnować chakry postanowiła zamęczyć przeciwnika za pomocą taijutsu. Gdy już znalazła się  tuż przed leżącym Honohamaru wyprowadziła silne kopnięcie, wtedy jednak stało się coś, czego się nie spodziewała. Kopnięty Sarutobi nagle zamienił się w kawałek kłody, a ona w tym samym momencie została trafiona kunaiem w rękę.
-Jak?!- po całym stadionie przeszła fala dźwięku, która bardziej od krzyku przypominała ryk.
-Nie wiem jak wyglądało twoje przesłuchanie, jeśli jednak Anbu używali genjutsu również w twoim wypadku, powinnaś dojść do prostego wniosku. Nie nabiorę się drugi raz na tą samą technikę. Teraz,
gdy nie możesz już składać pieczęci, czy poddajesz się?
-Nigdy! Wykończę cię samym taijutsu!- młoda kunoichi Wioski Piasku zaczęła biec w stronę już układającego nieznane jej pieczęcie wroga.
-Fūton: Baburu no justu!- przed Shinobi wykonującym tą technikę pojawiła się małej wielkości bańka powietrza, która z ogromną prędkością zmierzała teraz w stronę wroga. Gdy była już na wyciągnięcie ręki, użytkownik techniki sprawił, że powiększyła się ona oraz pochłonęła Moire.
-Podnieś obie ręce na znak poddania się! Zrób to, albo stracisz przytomność!- jednak złapana w pułapkę kunoichi w ogóle nie słuchała. Szamotała się, próbując zniszczyć powłokę kuli za pomocą kopnięć oraz ostatniego shurikena który miała.- To bezcelowe. Powłoka stworzona z chakry nie jest tak delikatna, by kunai mógł ją rozerwać. Poddaj się!
-Walka dobiega końca- tu Konohamaru zwrócił się do sędziego- jednak jak widzisz, zakończy się dopiero w momencie utraty przytomności mieszkanki Kraju Wiatru. Niech oddział medyczny będzie gotowy wkroczyć na arenę, tuż po ogłoszeniu zwycięzcy.- Kakashi Hatake rozumiejąc, że tylko w taki sposób walka dobiegnie końca dał znać medykom, aby ci byli gotowi. Nie minęło 30 sekund a z powodu braku tlenu w środku bańki kunoichi straciła przytomność.Próba wydostania się oraz wyczerpujący pojedynek tylko to przyspieszyły. Chwilę po tym technika wiatru została anulowana.
-Ogłaszam Konohamaru Sarutobiego zwycięzcą drugiego pojedynku finałów!- sędzia podniósł rękę wygranego, dając jednocześnie znak oddziałowi medycznemu by ten natychmiast wkroczył na arenę. Na całe szczęście, oprócz drobnych obrażeń oraz chwilowym braku przytomności, Moira Inami była cała.



*****
Tytuł Honorowego Czytelnika otrzymuje Inata - chan!
Nie wiem czy mi się udało przedstawić to w odpowiedni sposób, ale na Konohamaru mam plan w tym opowiadaniu. Chcę uczynić go pierwszoplanowym bohaterem, zatem będzie powiązany z akcją w większym stopniu, niż w mandze czy anime. W walkach chcę przedstawić go jako nieco klasycznie walczącego Shinobi, stąd sprawne używanie technik takich jak Bunshin no Jutsu, a jak możecie się domyślać, to dopiero początek finałów.
Do usłyszenia :)

wtorek, 5 listopada 2013

Rozdział 1- Egzamin: Finały

06. Egzamin Finały

Sai vs. Urukaku



-Po wywołaniu imienia każdego z was, zrobicie krok w przód kłaniając się Hokage Wioski Liścia i Wioski Piasku oraz dwóm gościom specjalnym. Mifune- przywódcy Kraju Żelaza oraz Shibuki- przywódcy Kraju Wodospadu. Dalej będziecie postępować według regulaminu, z którym mam nadzieję się zapoznaliście oraz moimi prostymi poleceniami. Za chwilę wejdziemy na arenę, czy zrozumieliście wszystko co powiedziałem?- Kakashi zadał pytanie kończąc tym samym swój monolog. Za jego plecami rozległo się głośne, chóralne 'Hai!'.
-Wychodzimy- wrota prowadzące do areny otworzyły się, a szóstka Geninów wraz z sędzią finałów- Kakashim ruszyła pewnym krokiem w stronę środka stadionu. Po chwili młodzi Shinobi stali w równym rzędzie w centrum areny czekając na oficjalne otwarcie finałów przez Godaime Hokage
-Spośród 21 kandydatów przystępujących do egzaminu, pierwsze dwa etapy pozytywnie ukończyło tych oto sześciu Shinobi! -Hatake przedstawił sytuację.- Sai z Wioski Liścia, Konohamaru Sarutobi z Wioski Liścia, Hinata Hyūga z Wioski Liścia Fū z Kraju Wodospadu, Moira Inami z Wioski Piasku oraz Black Heart- obecny mieszkaniec Konohagakure mają zaszczyt ubiegać się o tytuł Chuunina- w trakcie wymienienia imion, młodzi Shinobi zgodnie z rozkazami robili krok do przodu, kłaniali się, po czym wracali do szeregu. Sędzia tegorocznego egzaminu zakończył swoje wprowadzenie, chcąc oddać głos gospodarzowi Egzaminu- Hokage, który wygłosi przemówienie.
-Jako Hokage Wioski Ukrytej w Liściach oraz gospodarz Egzaminu chciałabym powitać wszystkich zebranych! Na początek, gratuluję szóstce która pozytywnie ukończyła dwie pierwsze próby. Stojąc tutaj udowadniacie, że jesteście w stanie bronić swoich wiosek ryzykując własne życie, to postawa godna największych Shinobi! W trakcie gdy sędzia finałów- Kakashi Hatake przedstawiał gości, odbyła się narada pomiędzy liderami wiosek. Za zgodą zebranych doszliśmy do wniosku, że aby walki były bardziej widowiskowe i urozmaicone, do szóstki ubiegających o tytuł Chuunina, dołączy Okisuke oraz Urakaku- dwóch samurajów z Kraju Żelaza! Ich zadaniem jest przetestowanie umiejętności losowo przydzielonych do nich przeciwników. Nie będą oni ubiegać się o rangę Chuunina, jednak z ich pomocą odbędzie się więcej walk, co oznacza że finały będą bardziej widowiskowe i mam nadzieję porywające dla was. Jako, że używają oni katany jako broni, ich przeciwnik również będzie mógł wybrać sobie dodatkowe wyposażenie. O zwycięstwie lub porażce Genina, zadecyduje sam przeciwnik biorąc pod uwagę umiejętności, analizę siły i słabych punktów przeciwnika. Jeśli nie macie nic przeciwko, chciałabym wylosować pierwszą parę!
Piąta Hokage podeszła do ozdabianej misy w środku której znajdowało się już 8 kartek z imionami.
-W pierwszym pojedynku zmierzą się ze sobą- wyciągnęła karteczkę, wywołując pierwszego Shinobi: mieszkaniec Konohagakure Sai oraz- Czcigodna ponownie włożyła rękę do naczynia losując przeciwnika- samuraj z Kraju Żelaza Urukaku! Zaczniecie pojedynek na znak sędziego.
-Podejdźcie bliżej- Kakashi zwrócił się do dwójki przeciwników- wasz pojedynek rozstrzygnie się, gdy jeden z was będzie niezdolny do walki, gdy Urukaku zadecyduje że zaprezentowałeś się odpowiednio dobrze-tu zwrócił się do mieszkańca Konohy- oraz zakończy się dyskwalifikacją w przypadku zabicia przeciwnika. Zrozumieliście?
-Dla mnie wszystko jest jasne- odpowiedział Urukaku
-Zrozumiałem, możemy zaczynać- potwierdził Sai
-Sai, masz możliwośc wybrania broni na potrzeby tego pojedynku. Jaka jest Twoja decyzja?
-Zostaję przy moim Tantō.
-Skoro tak, zróbcie po 10 kroków w tył, zaczniecie gdy dam wam znak. -Obaj wykonali polecenie sędziego bez zastrzeżeń, ciągle przy tym obserwując reakcje przeciwnika.-Zaczynajcie!
Przemyślenie taktyki pojedynku oraz ocena możliwości przeciwnika trwała zaledwie kilka sekund. Sai doszedł do wniosku, że walcząc tylko i wyłącznie za pomocą broni białej- Tantō, nie pokona samuraja, dla którego katana jest jak druga ręka. Dodatkowo, biorąc pod uwagę jego pozycję- osobistego ochroniarza oraz doradcy Mifune- jego broń musi być zabójczo ostra i wytrzymała. Założę się, że bez problemu przetnie nawet ostrze mojej broni. Mam pewien pomysł. Ten plan powinien zadziałać... Tymczasem ruszył na pewnego siebie Urukaku, który stał nieruchomo mimo zbliżającego się w szybkim tempie przeciwnika. Sai, będąc dwa kroki przed wrogiem, wykonał dwa obroty wokół własnej osi, po pierwszym rzucając trzema shurikenami w stronę lewej ręki chcąc z niej wytrącić katanę. Jako, że Sai był bardzo blisko, Urukaku nie miał szans na odbicie ich, zmuszony został do natychmiastowego przerzucenia broni do prawej ręki. W tym samym momencie wykonując drugi obrót czarnowłosy Shinobi Konohy wykonał cięcie od lewej strony. Nawet tak doświadczony samuraj nie był w stanie zablokować czegoś takiego. Atak był zbyt szybki, shurikeny zmusiły go do zmiany ręki z lewej w której trzymał pierwotnie katanę na prawą, a następujący po tym atak z lewej strony uniemożliwił zablokowanie ciosu. By to zablokować, mieszkaniec Kraju Żelaza musiałby ponownie zmienić uchwyt w prawej dłoni tak, by kataną powstrzymać cios nadchodzący z przeciwległej- lewej strony. Efektem była średniej wielkości rana na udzie.
-Sprytne posunięcie młody. Widzę, że doceniłeś klasę przeciwnika i nie atakujesz w bezpośredni sposób. Jednak co do jednej rzeczy o której zapewne teraz myślisz, nie masz racji.
-Czy aby na pewno?- pewny siebie zwrócił się do zdezorientowanego rywala.
-Samurajowie Wyższej Rangi Pierwszej posługują się bronią na wysokim poziomie niezależnie od ręki w której ją dzierżą.
-Ktoś już kiedyś powiedział- Przeceniłeś swoje możliwości, nie wiedząc nic o moich. 
W tym samym momencie za Urukaku pojawiły się dwa czarno-białe tygrysy. Jeden z nich wyskoczył jako pierwszy przed samuraja skupiając na sobie jego uwagę, drugi natomiast bezpośrednio zaatakował katanę, chwytając ją w zęby.
-Ninpo: Choujuu Kyūshū!
-Co to za technika?! Gdzie jest mój miecz?!
-To dwu-fazowa technika. Rozpoczynając walkę, zbyt mocno skupiłeś się na mnie, na próbie oceny moich możliwości. Nie dostrzegłeś czarnej plamy na wschodniej części areny. To atrament, a właściwie technika klonowania, której użyłem tuż po wejściu na arenę razem z tobą, innymi Geninami oraz Kakashim Hatake. Klon w trakcie mojego obrotowego ataku, gdy ty byłeś całkowicie na mnie skupiony aktywował technikę Ninpo: Chojuu Giga wysyłając za plecy bestie. Resztę już znasz. Wykonując technikę Kyūshū, pozbawiłem cię twojej własnej broni
-Jeśli myślisz, że to koniec...-Urukaku nie dokończył, gdyż czarnowłosy przerwał mu w połowie zdania.
-Tak, to koniec walki. Samuraj bez miecza jest jak człowiek pozbawiony duszy. Oczywiście, straciłeś katanę, jednak wciąż możesz używać wakizashi. Pytanie brzmi: czy jako samuraj nie powinieneś właśnie uznać wyższości przeciwnika wskazując jego zwycięstwo?
-Chyba... Masz rację. Zaimponowałeś mi. Wiedziałeś, że jestem lepszy w walce bronią białą, stąd ten obrotowy atak z shurikenami i tantō. Nawet nie zdążyłem zrobić uniku, wykonałeś precyzyjne cięcie utrudniając mi dalszą walkę. Nie byłbym tak sprawny z rozciętą prawą nogą. Dodatkowo wykorzystałeś moje nadmierne skoncentrowanie na twojej osobie, by pozbawić mnie miecza... Kakashi Hatake- tu samuraj zwrócił się do sędziego pojedynku- pora ogłosić tego oto Shinobi zwycięzcą pierwszego pojedynku.
-Eeee... tak.-sędzia donośnym głosem zwrócił się do wszystkich widzów obecnych na arenie- Zgodnie z zasadami, Samuraj Kraju Żelaza Urukuka uznaje mieszkańca Wioski Ukrytej w Liściach godnym przeciwnikiem i ogłasza go zwycięzcą pojedynku!
-Czy mógłbyś zwrócić mi już moją katanę? Znasz jej wartość dla samuraja.
-Czeka na ciebie na swoim miejscu- w loży honorowej.
-Ukłońcie się sobie na znak szacunku-rozkazał sędzia, niedawni rywale wykonali ten życzliwy gest bez chwili zawahania.


****
(Loża Honorowa)
-Hokage, czy nie uważasz, iż użycie techniki ninjutsu jeszcze przed rozpoczęciem pojedynku nie powinno zostać uznane za wystarczający powód do dyskwalifikacji?- Z zamyśloną miną i wzrokiem wciąż skierowanym na środek areny do Tsunade zwrócił się Mifune.
-Też o tym myślę. Takie zachowanie jest pogwałceniem kodeksu Samurajów, prawda?
-Zgadza się.
-Jednak jest to egzamin ninja. A w świecie Shinobi dozwolone są wszelkie działania, które pomogłyby nie tylko zwyciężyć w walce, ale również przeżyć, czyż nie?
-To sporna kwestia, jednak nie zmienia to faktu, że członek Twojej wioski zaprezentował się z bardzo dobrej strony. Z trudem, jednak sam uznaję jego zwycięstwo w walce. Tymczasem, pora na kolejną walkę. Mam nadzieję, że kolejna para zaprezentuje równie wielkie umiejętności zarówno stricte taktyczne jak bojowe.
-Zgadza się, pora wylosować kolejną parę.




*****

Postanowiłem, że każda walka finałowa będzie miała oddzielną notatkę. Doszedłem do wniosku, że będzie to o wiele bardziej atrakcyjne, niż przedstawienie wszystkich walk w jednym chapterze. Dlaczego? Ponieważ takim sposobem, będę mógł opisać walki dokładniej, niż gdybym wrzucił je wszystkie do jednego rozdziału. Mało tego, wpisy z walk egzaminu, będę dodawał o wiele częściej. Jak często? Będzie to kilka notatek w tygodniu, nieco krótszych jednak częściej zamieszczanych. Kolejna pojawi się... jutro :)
Szablon wykonała Sasame Ka z Zatracone Dusze